Obudziłam się na moim miękkim łóżku. Przetarłam wewnętrzną stroną dłoni zaspane oczy i usiadłam na materacu. Wzrokiem błądziłam po ścianach pokoju, próbowałam wszystko sobie przypomnieć. Wiem, że nie powinnam myśleć o Luke'u ale dzisiaj byłaby nasza trzecia rocznica. 15 kwietnia. Zaczęłam płakać. Mój wczorajszy make-up rozpłynął się po mojej twarzy razem z mokrymi łzami. Słyszałam jak ktoś idzie na górę po skrzypiących drewnianych schodach. Szybko chwyciłam moją poduszkę i wytarłam w nią resztkę eyeliner'a. Natychmiastowo odwróciłam głowę w stronę drzwi i zobaczyłam Louis'a trzymającego w dłoniach tacę ze śniadaniem.
-Hej.-Powiedziałam głosem ledwo słyszalnym dla ucha.
-Hej.-Uśmiechnął się do mnie.-Mam coś dla ciebie.-Mówił kierując się w stronę mojego łóżka. Usiadł obok mnie a posiłek odłożył na komodę obok łóżka.
-Louis sama mogłam zrobić śnia...-Przerwał mi.
-Nie zrobiłabyś.-Powiedział stanowczo. Miał rację, niestety popadłam w anoreksję.-Ale wszystko da się uratować.-Dokończył.
-A pomożesz mi?-Spytałam spuszczając głowę w dół.
-Nie mam wyjścia.-Wiedziałam, że się mi przygląda.-To tylko dwa miesiące, rozumiesz? Umiesz to zwalczyć.-Mówił szeptem.
-To i tak za dużo.-Podniosłam wzrok i się mu przyglądałam.
***
*Louis*
-Idę do łazienki.-Oznajmiła dziewczyna. Przytaknąłem jej i wyjąłem z kieszeni spodni telefon.
-Cholera!-Wstałem i pobiegłem do łazienki. Dziewczyna klęczała nad toaletą. Podszedłem do niej, złapałem za jej koszulkę i pociągnąłem do góry.-Chcesz tego!?-Krzyknąłem. Patrzyła na mnie ze strachem w oczach. Wiedziałem, że przygląda się moim tęczówką. Na pewno zrobiły się szare. Nie będę tego ukrywać, jestem na nią wkurwiony!-Proszę bardzo.-Puściłem jej górną część stroju.-Tylko stracisz wszystkich.-Kierowałem się w stronę drzwi. Cassie złapała mnie za rękę i przytrzymała. Szybko ją puściłem i wychodząc trzasnąłem drzwiami. Czy ona nie widzi, że chce jej pomóc?!
*Cassie*
On ma rację. Ale to nie jest takie proste! Ja potrzebuję jego wsparcia a nie darcia mordy! Myśli, że w ten sposób mnie zmotywuje!? Wyszłam z łazienki i wróciłam do pokoju. Podeszłam do szafy i wybrałam strój. Przebrałam się i wyszłam z pokoju. Schodząc po schodach zauważyłam Lou siedzącego na sofie w salonie. Nawet na mnie nie spojrzał. Przyglądałam mu się. Miał włosy w nieładzie, zwykły biały T'shirt i czarne dresy. Wiem, że jest na mnie wściekły. Nagle z kuchni wyszła mama.
-O Cassie jesteś!-Zaczęła.-Wyjeżdżamy do babci!-Mówiła podekscytowana.
-Fajnie pozdrów ją ode mnie.-Mówiłam bez żadnego przejęcia.
-Jedziemy wszyscy.-Teraz to nawet Louis odwrócił wzrok od ekranu telewizora.-Idzcie się pakować bo jeszcze dzisiaj wyjeżdżamy.-Mówiła nadal z podekscytowaniem.-Rozluźnisz się tam-Szepnęła mi do ucha i odeszła. Świetnie! Moim marzeniem było akurat teraz wyjechać do babci! Czemu moja mama ma takie wyczucie czasu!? Czy ona już o wszystkim zapomniała!?
-Chodź się pakować.-Powiedział Lou wstając z kanapy.
-Przepraszam.-Powiedziałam cicho. Brunet podszedł do mnie i spojrzał mi w oczy.
-Mam w dupie twoje przeprosiny.-Mówił szorstko przez zęby.-Nie rób tego dla mnie, tylko dla siebie.-Skończył i poszedł po schodach na górę. Co się z nim stało? Do dzisiaj był taki opiekuńczy i ciepły. Brakuje mi tego. A jeśli on chciał po prostu zrobić dobre wrażenie?
***
Zniosłam swoją walizkę na dół a tata zapakował ją do bagażnika. W porównaniu do mnie Louis zabrał tylko jedną małą torbę sportową.-Dzieciaki chodźcie jedziemy!-Krzyknęła mama. Dopiłam moją wodę i wsiadłam do samochodu. Po chwili obok mnie znalazł się Lou. Założyłam słuchawki by móc z nikim nie gadać. Gdy zaczęło padać wpatrywałam się w każdą kroplę spływającą po szybie. Po pół godzinnej podróży usnęłam.
***
Poczułam jak ktoś trząsa moim ciałem. Otworzyłam zaspane oczy i rozejrzałam się dookoła. Holmes Chapel.
-Jesteśmy.-Powiedział Lou. Wszystkie wspomnienia wróciły. Tutaj dorastałam, tutaj miałam przyjaciół. Ciekawe czy ktoś z moich znajomych jeszcze tu mieszka. Deszcz ustał a na bezchmurnym niebie zawitała tęcza. Babcia mieszka w małym domku przy rzece. Gdy rozglądałam się po lesie i zielonej łące przypomniałam sobie wszystkie ogniska i budowanie fortów z patyków. Moja mama zapukała do drzwi a po chwili stanęła w nich starsza kobieta. Babcia się tak zmieniła! Jej brązowe długie włosy z przed 3 lat zmieniły swą barwę na siwe i zostały przycięte. Twarz kobiety miała trochę więcej zmarszczek, ale nie można było powiedzieć, że wygląda staro. Babcia miała na sobie spódnicę o kolorze bordo sięgającą aż do ziemi. Obciskująca biała bluzka z krótkim rękawem schowana była w dolną część stroju, a na nosie spoczywały okulary.
-Babciu!-Krzyknęłam i się do niej przytuliłam. Kobieta była trochę niższa ode mnie więc musiałam się schylić. To dziwne bo ja i tak jestem bardzo niska. Gdy mama i John przywitali się z babcią Lou nadal stał zdezorientowany w drzwiach drewnianego domu. Podeszłam do niego i szepnęłam.
-Powiedz "Bardzo mi miło, jestem Louis" i pocałuj w dłoń.-Widziałam, że Louis nie jest przekonany co do mojego planu.-Uwierz, to działa.-Chłopak tak jak doradziłam podszedł do starszej pani i przywita ją.
-Ty jesteś chłopakiem Cassie?-Lou patrzył to na mnie, to na moją babcię.
-Mamo to jest nasz nowy syn.-Odpowiedziała trochę zażenowana całą sytuacją mama.
-Oj przepraszam!-Zaczęła się śmiać.-Nic mi nie mówili.
-Nic się nie stało proszę pani.-Uspokoił ją Lou.
-Babciu? Ok?-On tylko przytaknął. Gdy mama i babcia były pochłonięte rozmową, a Louis i tata wyjmowali bagaże z auta zauważyłam kogoś w salonie. Postać miała męską posturę i burzę loków na głowie. Ręce chłopaka pokryte były różnymi tatuażami a zielone oczy wpatrywały się w ekran telefonu.-Harry?-Czy to on? Czy on się aż tak zmienił? Chłopak natychmiastowo odwrócił głowę w moją stronę i się uśmiechnął.
-Cassie!-Wstał z kanapy i pobiegł do mnie. Wpadłam mu w ramiona a on okręcił nas wokół własnej osi.
-Nie wierze, że to ty! Tak się zmieniłeś!-Mówiłam podekscytowana. Może wyjazd do babci nie był aż tak złym pomysłem? Kiedy postawił mnie na ziemię zauważyłam metal ozdabiający jego brew i dolną wargę. Bez namysłu palcami wodziłam po jego twarzy dotykając jego piercing'u.
-Podobają ci się?-Miał na myśli kolczyki.
-Wręcz przeciwnie.
-Przyzwyczaisz się.-Mówił nadal z uśmiechem. W ty momencie do salonu wszedł tata i patrzył na Hazzę.
-Harry?-Spytał John.
-Dlaczego wszyscy się tak dziwią?
-Wiesz bardzo się zmieniłeś.-Odpowiedziałam na jego pytanie. Mama weszła z babcią do salonu i momentalnie zamarła.
-Tak mamo to jest Harry i nie musicie się już o to pytać.-Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Usiedliśmy prawie całą rodziną w salonie.
-Gdzie jest Lou?-Spytałam.
-Mówił, że chce trochę poznać okolicę.
***
Opowiedziałam Harry'emu i babci historię z Luke'em. Oczywiście nie obyło się bez łez. Harry mocno przytulał mnie do siebie. Nagle do domu wbiegł rozzłoszczony Louis. Szybko pobiegł po schodach na górę zamykając się w jednym z pokoi. Mama już chciała wstać ale jej przerwałam.
-Ja do niego pójdę.-Już po chwili byłam na górnym piętrze. Na ścianach wisiały obrazy rodzinne i jedno duże lustro. Zaglądałam kolejno do wszystkich pokoi aż trafiłam do tego odpowiedniego. Brunet chodził po pokoju wkurzony.
-Louis co się stało?-Spytałam spokojnie.
-Nie twój interes!-Krzyknął w odpowiedzi po czym usiał na łóżku i wpił wzrok w podłogę. Podeszłam do niego, chciałam wtopić swoje palce w jego włosy i go tym uspokoić ale przerwał to. Złapał mój nadgarstek i popatrzył się na mnie.
-Nie twój pieprzony interes.-Wysyczał przez zęby. Bałam się go, cholernie się go bałam. Miałam świadomość, że może mnie skrzywdzić.-Idź na dół do swojego chłoptasia.
-Czy ty mówisz o Harry'm?-Nie wiedziałam o co mu chodzi.
-Nie o Świętym Piotrze!-Mówił wkurzony.
*Louis*
-LouLou...-Znowu to powiedziała! Czy ona musi się we wszystko mieszać? To prawda widziałem przez okno jak tuliła się z nijakim Harry'm. Na pewni nie jestem zazdrosny! Mam też inne powody, co nie?
-Daj mi spokój i wyjdź.
-Nie wyjdę póki mi czegoś nie obiecasz.-Odpowiedziała stanowczo.
-Słucham?
-Obiecaj mi, że się we mnie nie zakochasz.-Chyba już za późno. Patrzyłem na nią niezrozumiale. Czy ona chce ze mną być czy nie? Chyba nigdy jej nie zrozumiem!
-Obiecuję.
Kom=Motywacja :*
super, jak zawsze :)
OdpowiedzUsuńHazz buntownik XD
Lulu, jak ty sie mogłeś zakochaś, o nie co to będzie co to będzi! :OOO xD
nie no, fajny :D
i czekam na nextaaa ^^
Zuzia superancko :-):-):-):-):-):-):-):-):-):-):-):-):-):-):-)!!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuń