Gdy nagle moi rodzice wbiegli z hukiem do mojego pokoju.
-Cassie, wstawaj!-Krzyczała do mnie mama.
-Co się stało?-Spytałam zaspana.
-Luke jest w szpitalu.-Powiedział spokojniej John.
-A ja mam to w dupie!-Powiedziałam stanowczo. Rodzice spojrzeli na mnie zdezorientowani. No tak, nic nie wiedzą.
-Mamo...-Już miałam mówić gdy zobaczyłam jak Louis stoi w drzwiach mojego pokoju. Miał rozczochrane włosy i przymknięte oczy ze zmęczenia, a i tak wyglądał jak anioł.
-Co się dzieje?-Mówił przez chrypkę. O mój boże, jakie to było seksowne. W środku się rozpłynęłam pod wpływem jego głosu ale musiałam wytłumaczyć mamie co się na prawdę dzieje.
-Mamo słuchaj...-Zaczęłam.
-Nie ma "słuchaj".Jedziesz z nami tylko się ubierz!-Skończyła nasz dialog i wyszła z pokoju. Louis nadal stał w drzwiach.
-Wytłumaczysz mi o co tu chodzi?-Wymagał ode mnie wyjaśnień.
-Luke jest w szpitalu.-Powtórzyłam słowa mojego "taty".
-A co mu...
-Nie wiem!-Krzyknęłam przez co nie dałam mu dokończyć.
-Wstawaj.-Powiedział pewnie. Patrzyłam na niego z niezrozumieniem.-Wstawaj!-Powtórzył głośniejszym tonem. A ja posłysznie się podniosłam. Widział przerażenie w moich oczach.
-Louis boję się.-Oznajmiłam i spóściłam głowę.-Nie chce jechać tam...-Tym razem on nie dał mi dokończyć.
-Nie pojedziesz tam sama. Jadę z tobą, i przemówię mu do tego pustego łba.-Powiedział stanowczo. Chciałam mu już odpowedzieć ale zniknął mi z oczu. Podeszłam do szafy i szybko zabrałam ubrania. Poprawiłam makijaz i wyszłam. Przed drzwiami stał Louis.
-Nie chce tam jechać. Po co? Nie jesteśmy razem.-Powiedziałam spokojnie podchodząc do chłopaka.
-Spokojnie będe przy tobie, nawet cię nie tknie.-Powiedzaił przytulając mnie. Jego głos pocieszał mnie w każdej sytuacji. Był pierwszym chłopakiem przy, którym czułam się bezpiecznie.
-Cassie!-Usłyszałam krzyk mamy.
-Już idę.-Mruknęłam pod nosem. Założyłam buty i wyszłam. Nie brałam kurtki bo uważałam, że na nic mi ona. Rodzice usiedli z przodu a ja z Lou z tyłu. John starał się jechać szybciej ale nie mógł przez znak prędkości. Nawet dobrze miałam więcej czasu na przemyślenie tego co powiem. Bardzo dobrze znam Luke'a i pewnie to on głównie będzie prowadził dialog. Ale co mu się do cholery stało?!
-Mamo...-Zaczęłam niepewnie.-Dlaczego trafił do szpitala?-Zapytałam.
-Jego mama mówiła, że mocne pobicie, złamane żebro i próba samobójcza.-Patrzyłam na nią z niedowierzeniam. Próba samobójcza?!
-Chce się popisać.-szepnął mi do ucha Lou.-Odpręż się.-Zamruczał mi do ucha i położył swoją dłoń na moim kolanie. On chyba nie zdaje sobie sprawy jak na mnie działa. Wiem, że nie chce się ze mną wiązać, rozumiem w końcu jesteśmy "rodzeństwem" ale ja tak nie potrafie. To co stało się zaledwie godzinę temu ciągle zajmuje całe moje myśli. Przez moje zamyślenie nie zauważyłam, że jesteśmy już pod szpitalem. Wyszłam szybko i weszłam do ogromniego budynku. Chciałam by jego rodzice wiedzieli jak mnie zranił i, że nie zamierzam tutaj być. Niestety kiedy zobaczyłam jego mamę całą zapłakaną, poprostu nie potrafiłam jej tego powiedzieć. Nie chce aby teraz pod czas pobytu jej syna w szpitalu ktoś jej jeszcze dokopał. Nie umiem tego zrobić. Po prostu bez słowa usiadłam obok niej i ją przytuliłam.
-Wszystko będzie dobrze.-Powiedziałam do niej.-Niech się pani nie martwi, lekarze wiedzą co robią.-Nie wiedziłam co jej powiedzieć, bo nie obchodziło mnie to co się teraz stanie. Wstałam i podeszłam do jednej z pielengnarek.
-Przepraszam, w której sali jest Luke Hemmings?
-Sala 134.-Odpowiedziała krótko.
-Dziękuję.-Wjechałam windą na drugie piętro i szukałam sali nr.134. 125...132...134, jest! Wesząłm bez pukania do sali. Luke leżał na szpitalnym łóżku i robił coś na telefonie.
-Wyjaśnisz mi o co tu chodzi?!-Krzyknęłam.
-O a kto my tutaj mamy?-Powiedział pytaniem na pytanie.
-Nie baw się tak ze mną!-Zawsze bałam się na niego podnieść głos ale wiem,że teraz mam przewagę.-Zrobiłem to dlatego, że jesteś moja rozumiesz?!-Krzyknął.
-Co ty piprzysz człowieku!-Patrzyłam na niego z zdezorientowaniem.-Nie jestem jakąś zabawką!
-Oczywiście, że jesteś.-Uśmiechnął się głupio. Podeszłam do łóżka i chciałam go uderzyć w twarz. Niestety chłopak złapał moją rękę i trzymał w mocnym uścisku...za mocnym.
-Będziesz teraz przy mnie dzień i noc, rozumiesz?-Mówił przez zaciśnięte zęby.-Nie wyjdziesz z tąd.- Zadzwonił mi telefon, ratunek! Wyrwałam mu się i odeszłam od łóżka. Przeszukałam całą torebkę by po chwili odnaleźć telefon. Louis.
-Cassie gdzie ty jeste...
-2 piętro sala 134, szybko!
-Co siędzieje!?-Usłyszałam jego zmartwienie.
-Podejdź tu!-Krzyknął Luke.
-Cassie już idę,czekaj tam na mnie!-Usłyszałam już tylko pikanie co oznaczało koniec rozmowy.
-Myślisz, że jestem taki słaby i do ciebie nie wstane!?-Po chwili chłopak podniusł się i podszedł do mnie.-Jesteś moja,rozumiesz?!-Krzyknął i uderzył mnie w twarz. Poczułam pieczenie na prawym poliszku. Kolejne uderzenia kierował w brzuch. Syczałam z bulu, nie potrafiłam się obronić. Chłopak przytrzymał mnie i przycisnął do ściany. Przycisnął swoje usta do mojej szyji i zagryzł zębami jedno miejsce. Zassał mocno moją delikatną skórę i zostawił po sobie czerwony ślad. Odsunął się ode mnie kiedy usłyszał otwierające się drzwi. Na szczęście był to Louis.-Lou!-Podbiegłam do niego i wtuliłam się jego ciepły tors.
-Spokojnie już wszystko dobrze, jestem tu.-Szepnął mi do ucha. Zerknęłam na Luka i widziałam jak siedzi na łóżku i skomla z bulu. No tak złamane żebro. Sam sobie zaszkodził. Szybko wyszliśmy z sali a ja usiadłam na jednym z krzesełek będących na holu. Schowałam twarz w dłonie i zaczęłam płakać. Poczułam jak Louis siada obok mnie. Uniusł moją głowę lecz nie odwrócił jej abyśmy patrzyli sobie w oczy. Uświadomiłam sobie, że patrzy na malinkę, która została zrobiona przez Luke'a. Wiedziałam, że go to boli.
-Gdybym przybiegł wcześniej, gdybym mógł coś zrobić. Patrzył na jeszcze czerwone miejsce. Odwrócił moja głowę w jego stronę i przyglądał mi się.
*Louis*
-Zrobiłeś.-Odpowiedziała mi niepewnie.-Uratowałeś mnie, mógł zrobić w tej sali coś gorszego.-Dokończyła.
-Zabiję go.-Powiedziałem pewnie.
-Louis, proszę...
-Co!? Nie widzisz co on ci zrobił?!-Wstałęm i uniosłem się.
-LouLou...-Powiedziała cicho. Znowu to zrobiła. Znowu ma nade mną kontrolę. Jak ona to robi? Popatrzyłem na nią, moje oczy znowu nabrały niebieskiego koloru. Usłyszałem kroki, rodzice Cassie.
-Kochanie!-Krzyknęła jej mama z drugiego końca korytarza. Dziewczyna odwróciła się przerywając kontakt wzrokowy ze mną.
-Mamo.-Odpowiedziała cicho i przytuliła się do swojej rodzicielki.-Prosze jedźmy z tąd.
-Spokojnie już wszystko wiem. Przepraszam skarbie.-John podszedł do mnie i złapał mnie za ramię.
-Uratowałeś ją.-Wyszeptałjakby ta informacja była przeznaczona tylko dla mnie.-Dziękuję.-Przytulił mnie po męsku. Wreszcie zobaczyłem, że naprawde im zależy na Cassie. Moi rodzice byli alkocholikami, a siostra musiała zatrudnić się w agencji towarzyskiej aby zarabiać na rodzinę. Pamiętam jaki ból był w jej oczach kiedy wracała do domu.
-W końcu to moja siostra.-Odpowiedziałem. No właśnie "siostra". Dlaczego ja muszę mieć najgorzej w życiu? Wreszcie poznałem dziewczynę ale nie moge z nią być. W drodze do samochodu ciągle zerkałem na dziewczynę wtuloną w swoją mamę. Dlaczego ja nie mogłem nigdy przytulić się do własnej mamy? Przecież miałem do tego prawo,tak?
*Cassie*
Mieliśmy juz wychodzić ze szpitala gdy mama Luke'a do mnie podeszła.
-Wiem, że on ci to zrobił.-Miała na myśli syna.-Przepraszam.-Widziałam łzy w jej oczach.
-Przepraszam, ale musimy iść.-Odpowiedziała moja mama i kontynuowaliśmy drogę do auta. Moja mama puściła mnie ze swojego uścistku i poedeszła do John'a by szukać samochodu. Było już ciemno a ja poczułam falę zimna przechodzącą przez moje ciało. Po chwili ktoś położył na moje ramiona skórzaną kórtkę. Louis.
-Będzie ci zimno.-Odwróciłam się w jego stronę.
-Tobie bedzie bardziej potrzebna.-Uśmiechnęłam sie do niego ciepło a on odwzajemnił gest ukazując swoje białe równe zęby. Czy on musi być tak idealny? Cassie daj sobie z nim spokój, i tak nie możecie być razem! Tak to niestety prawda. Wsiedliśmy do samochodu i rószyliśmy w drogę powrotną do domu. Oparłam się o ramie Louis'a i momentalnie zasnęłam.
_______________________
Kom=Motywacja :*
zarąbisty rozdzial,oby tak dalej
OdpowiedzUsuńTa wyżej dobrze gada, polać jej xD
OdpowiedzUsuńRozdział cudowny, nic więcej mówić nie trzeba <3