sobota, 17 maja 2014

Rozdział 5 "Umiesz to zwalczyć."

*Cassie*

Obudziłam się na moim miękkim łóżku. Przetarłam wewnętrzną stroną dłoni zaspane oczy i usiadłam na materacu. Wzrokiem błądziłam po ścianach pokoju, próbowałam wszystko sobie przypomnieć. Wiem, że nie powinnam myśleć o Luke'u ale dzisiaj byłaby nasza trzecia rocznica. 15 kwietnia. Zaczęłam płakać. Mój wczorajszy make-up rozpłynął się po mojej twarzy razem z mokrymi łzami. Słyszałam jak ktoś idzie na górę po skrzypiących drewnianych schodach. Szybko chwyciłam moją poduszkę i wytarłam w nią resztkę eyeliner'a. Natychmiastowo odwróciłam głowę w stronę drzwi i zobaczyłam Louis'a trzymającego w dłoniach tacę ze śniadaniem.
-Hej.-Powiedziałam głosem ledwo słyszalnym dla ucha.
-Hej.-Uśmiechnął się do mnie.-Mam coś dla ciebie.-Mówił kierując się w stronę mojego łóżka. Usiadł obok mnie a posiłek odłożył na komodę obok łóżka.
-Louis sama mogłam zrobić śnia...-Przerwał mi.
-Nie zrobiłabyś.-Powiedział stanowczo. Miał rację, niestety popadłam w anoreksję.-Ale wszystko da się uratować.-Dokończył.
-A pomożesz mi?-Spytałam spuszczając głowę w dół.
-Nie mam wyjścia.-Wiedziałam, że się mi przygląda.-To tylko dwa miesiące, rozumiesz? Umiesz to zwalczyć.-Mówił szeptem.
-To i tak za dużo.-Podniosłam wzrok i się mu przyglądałam.

                                                                            ***
*Louis*

-Idę do łazienki.-Oznajmiła dziewczyna. Przytaknąłem jej i wyjąłem z kieszeni spodni telefon.
-Cholera!-Wstałem i pobiegłem do łazienki. Dziewczyna klęczała nad toaletą. Podszedłem do niej, złapałem za jej koszulkę i pociągnąłem do góry.
-Chcesz tego!?-Krzyknąłem. Patrzyła na mnie ze strachem w oczach. Wiedziałem, że przygląda się moim tęczówką. Na pewno zrobiły się szare. Nie będę tego ukrywać, jestem na nią wkurwiony!-Proszę bardzo.-Puściłem jej górną część stroju.-Tylko stracisz wszystkich.-Kierowałem się w stronę drzwi. Cassie złapała mnie za rękę i przytrzymała. Szybko ją puściłem i wychodząc trzasnąłem drzwiami. Czy ona nie widzi, że  chce jej pomóc?!

*Cassie*

On ma rację. Ale to nie jest takie proste! Ja potrzebuję jego wsparcia a nie darcia mordy! Myśli, że w ten sposób mnie zmotywuje!? Wyszłam z łazienki i wróciłam do pokoju. Podeszłam do szafy i wybrałam strój. Przebrałam się i wyszłam z pokoju. Schodząc po schodach zauważyłam Lou siedzącego na sofie w salonie. Nawet na mnie nie spojrzał. Przyglądałam mu się. Miał włosy w nieładzie, zwykły biały T'shirt i czarne dresy. Wiem, że jest na mnie wściekły. Nagle z kuchni wyszła mama.
-O Cassie jesteś!-Zaczęła.-Wyjeżdżamy do babci!-Mówiła podekscytowana.
-Fajnie pozdrów ją ode mnie.-Mówiłam bez żadnego przejęcia.
-Jedziemy wszyscy.-Teraz to nawet Louis odwrócił wzrok od ekranu telewizora.-Idzcie się pakować bo jeszcze dzisiaj wyjeżdżamy.-Mówiła nadal z podekscytowaniem.-Rozluźnisz się tam-Szepnęła mi do ucha i odeszła. Świetnie! Moim marzeniem było akurat teraz wyjechać do babci! Czemu moja mama ma takie wyczucie czasu!? Czy ona już o wszystkim zapomniała!?
-Chodź się pakować.-Powiedział Lou wstając z kanapy.
-Przepraszam.-Powiedziałam cicho. Brunet podszedł do mnie i spojrzał mi w oczy.
-Mam w dupie twoje przeprosiny.-Mówił szorstko przez zęby.-Nie rób tego dla mnie, tylko dla siebie.-Skończył i poszedł po schodach na górę. Co się z nim stało? Do dzisiaj był taki opiekuńczy i ciepły. Brakuje mi tego. A jeśli on chciał po prostu zrobić dobre wrażenie?

                                                                             ***

Zniosłam swoją walizkę na dół a tata zapakował ją do bagażnika. W porównaniu do mnie Louis zabrał tylko jedną małą torbę sportową.
-Dzieciaki chodźcie jedziemy!-Krzyknęła mama. Dopiłam moją wodę i wsiadłam do samochodu. Po chwili obok mnie znalazł się Lou. Założyłam słuchawki by móc z nikim nie gadać. Gdy zaczęło padać wpatrywałam się w każdą kroplę spływającą po szybie. Po pół godzinnej podróży usnęłam.

                                                                             ***

Poczułam jak ktoś trząsa moim ciałem. Otworzyłam zaspane oczy i rozejrzałam się dookoła. Holmes Chapel.
-Jesteśmy.-Powiedział Lou. Wszystkie wspomnienia wróciły. Tutaj dorastałam, tutaj miałam przyjaciół. Ciekawe czy ktoś z moich znajomych jeszcze tu mieszka. Deszcz ustał a na bezchmurnym niebie zawitała tęcza. Babcia mieszka w małym domku przy rzece. Gdy rozglądałam się po lesie i zielonej łące przypomniałam sobie wszystkie ogniska i budowanie fortów z patyków. Moja mama zapukała do drzwi a po chwili stanęła w nich starsza kobieta. Babcia się tak zmieniła! Jej brązowe długie włosy z przed 3 lat zmieniły swą barwę na siwe i zostały przycięte. Twarz kobiety miała trochę więcej zmarszczek, ale nie można było powiedzieć, że wygląda staro. Babcia miała na sobie spódnicę o kolorze bordo sięgającą aż do ziemi. Obciskująca biała bluzka z krótkim rękawem schowana była w dolną część stroju, a na nosie spoczywały okulary.
-Babciu!-Krzyknęłam i się do niej przytuliłam. Kobieta była trochę niższa ode mnie więc musiałam się schylić. To dziwne bo ja i tak jestem bardzo niska. Gdy mama i John przywitali się z babcią Lou nadal stał zdezorientowany w drzwiach drewnianego domu. Podeszłam do niego i szepnęłam.
-Powiedz "Bardzo mi miło, jestem Louis" i pocałuj w dłoń.-Widziałam, że Louis nie jest przekonany co do mojego planu.-Uwierz, to działa.-Chłopak tak jak doradziłam podszedł do starszej pani i przywita ją.
-Ty jesteś chłopakiem Cassie?-Lou patrzył to na mnie, to na moją babcię.
-Mamo to jest nasz nowy syn.-Odpowiedziała trochę zażenowana całą sytuacją mama.
-Oj przepraszam!-Zaczęła się śmiać.-Nic mi nie mówili.
-Nic się nie stało proszę pani.-Uspokoił ją Lou.
-Babciu? Ok?-On tylko przytaknął. Gdy mama i babcia były pochłonięte rozmową, a Louis i tata wyjmowali bagaże z auta zauważyłam kogoś w salonie. Postać miała męską posturę i burzę loków na głowie. Ręce chłopaka pokryte były różnymi tatuażami a zielone oczy wpatrywały się w ekran telefonu.
-Harry?-Czy to on? Czy on się aż tak zmienił? Chłopak natychmiastowo odwrócił głowę w moją stronę i się uśmiechnął.
-Cassie!-Wstał z kanapy i pobiegł do mnie. Wpadłam mu w ramiona a on okręcił nas wokół własnej osi.
-Nie wierze, że to ty! Tak się zmieniłeś!-Mówiłam podekscytowana. Może wyjazd do babci nie był aż tak złym pomysłem? Kiedy postawił mnie na ziemię zauważyłam metal ozdabiający jego brew i dolną wargę. Bez namysłu palcami wodziłam po jego twarzy dotykając jego piercing'u.
-Podobają ci się?-Miał na myśli kolczyki.
-Wręcz przeciwnie.
-Przyzwyczaisz się.-Mówił nadal z uśmiechem. W ty momencie do salonu wszedł tata i patrzył na Hazzę.
-Harry?-Spytał John.
-Dlaczego wszyscy się tak dziwią?
-Wiesz bardzo się zmieniłeś.-Odpowiedziałam na jego pytanie. Mama weszła z babcią do salonu i momentalnie zamarła.
-Tak mamo to jest Harry i nie musicie się już o to pytać.-Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Usiedliśmy prawie całą rodziną w salonie.
-Gdzie jest Lou?-Spytałam.
-Mówił, że chce trochę poznać okolicę.
                                                     
                                                                             ***

Opowiedziałam Harry'emu i babci historię z Luke'em. Oczywiście nie obyło się bez łez. Harry mocno przytulał mnie do siebie. Nagle do domu wbiegł rozzłoszczony Louis. Szybko pobiegł po schodach na górę zamykając się w jednym z pokoi. Mama już chciała wstać ale jej przerwałam.
-Ja do niego pójdę.-Już po chwili byłam na górnym piętrze. Na ścianach wisiały obrazy rodzinne i jedno duże lustro. Zaglądałam kolejno do wszystkich pokoi aż trafiłam do tego odpowiedniego. Brunet chodził po pokoju wkurzony.
-Louis co się stało?-Spytałam spokojnie.
-Nie twój interes!-Krzyknął w odpowiedzi po czym usiał na łóżku i wpił wzrok w podłogę. Podeszłam do niego, chciałam wtopić swoje palce w jego włosy i go tym uspokoić ale przerwał to. Złapał mój nadgarstek i popatrzył się na mnie.
-Nie twój pieprzony interes.-Wysyczał przez zęby. Bałam się go, cholernie się go bałam. Miałam świadomość, że może mnie skrzywdzić.-Idź na dół do swojego chłoptasia.
-Czy ty mówisz o Harry'm?-Nie wiedziałam o co mu chodzi.
-Nie o Świętym Piotrze!-Mówił wkurzony.

*Louis*

-LouLou...-Znowu to powiedziała! Czy ona musi się we wszystko mieszać? To prawda widziałem przez okno jak tuliła się z nijakim Harry'm. Na pewni nie jestem zazdrosny! Mam też inne powody, co nie?
-Daj mi spokój i wyjdź.
-Nie wyjdę póki mi czegoś nie obiecasz.-Odpowiedziała stanowczo.
-Słucham?
-Obiecaj mi, że się we mnie nie zakochasz.-Chyba już za późno. Patrzyłem na nią niezrozumiale. Czy ona chce ze mną być czy nie? Chyba nigdy jej nie zrozumiem!
-Obiecuję.

Kom=Motywacja :*

niedziela, 4 maja 2014

Rozdział 4. "Sala 134"

*Cassie*

Gdy nagle moi rodzice wbiegli z hukiem do mojego pokoju.
-Cassie, wstawaj!-Krzyczała do mnie mama.
-Co się stało?-Spytałam zaspana.
-Luke jest w szpitalu.-Powiedział spokojniej John.
-A ja mam to w dupie!-Powiedziałam stanowczo. Rodzice spojrzeli na mnie zdezorientowani. No tak, nic nie wiedzą.
-Mamo...-Już miałam mówić gdy zobaczyłam jak Louis stoi w drzwiach mojego pokoju. Miał rozczochrane włosy i przymknięte oczy ze zmęczenia, a i tak wyglądał jak anioł.
-Co się dzieje?-Mówił przez chrypkę. O mój boże, jakie to było seksowne. W środku się rozpłynęłam pod wpływem jego głosu ale musiałam wytłumaczyć mamie co się na prawdę dzieje.
-Mamo słuchaj...-Zaczęłam.
-Nie ma "słuchaj".Jedziesz z nami tylko się ubierz!-Skończyła nasz dialog i wyszła z pokoju. Louis nadal stał w drzwiach.
-Wytłumaczysz mi o co tu chodzi?-Wymagał ode mnie wyjaśnień.
-Luke jest w szpitalu.-Powtórzyłam słowa mojego "taty".
-A co mu...
-Nie wiem!-Krzyknęłam przez co nie dałam mu dokończyć.
-Wstawaj.-Powiedział pewnie. Patrzyłam na niego z niezrozumieniem.-Wstawaj!-Powtórzył głośniejszym tonem. A ja posłysznie się podniosłam. Widział przerażenie w moich oczach.
-Louis boję się.-Oznajmiłam i spóściłam głowę.-Nie chce jechać tam...-Tym razem on nie dał mi dokończyć.
-Nie pojedziesz tam sama. Jadę z tobą, i przemówię mu do tego pustego łba.-Powiedział stanowczo. Chciałam mu już odpowedzieć ale zniknął mi z oczu. Podeszłam do szafy i szybko zabrałam ubrania. Poprawiłam makijaz i wyszłam. Przed drzwiami stał Louis.
-Nie chce tam jechać. Po co? Nie jesteśmy razem.-Powiedziałam spokojnie podchodząc do chłopaka.
-Spokojnie będe przy tobie, nawet cię nie tknie.-Powiedzaił przytulając mnie. Jego głos pocieszał mnie w każdej sytuacji. Był pierwszym chłopakiem przy, którym czułam się bezpiecznie.
-Cassie!-Usłyszałam krzyk mamy.
-Już idę.-Mruknęłam pod nosem. Założyłam buty i wyszłam. Nie brałam kurtki bo uważałam, że na nic mi ona. Rodzice usiedli z przodu a ja z Lou z tyłu. John starał się jechać szybciej ale nie mógł przez znak prędkości. Nawet dobrze miałam więcej czasu na przemyślenie tego co powiem. Bardzo dobrze znam Luke'a i pewnie to on głównie będzie prowadził dialog. Ale co mu się do cholery stało?!
-Mamo...-Zaczęłam niepewnie.-Dlaczego trafił do szpitala?-Zapytałam.
-Jego mama mówiła, że  mocne pobicie, złamane żebro i próba samobójcza.-Patrzyłam na nią z niedowierzeniam. Próba samobójcza?!
-Chce się popisać.-szepnął mi do ucha Lou.-Odpręż się.-Zamruczał mi do ucha i położył swoją dłoń na moim kolanie. On chyba nie zdaje sobie sprawy jak na mnie działa. Wiem, że nie chce się ze mną wiązać, rozumiem w końcu jesteśmy "rodzeństwem" ale ja tak nie potrafie. To co stało się zaledwie godzinę temu ciągle zajmuje całe moje myśli. Przez moje zamyślenie nie zauważyłam, że jesteśmy już pod szpitalem. Wyszłam szybko i weszłam do ogromniego budynku. Chciałam by jego rodzice wiedzieli jak mnie zranił i, że nie zamierzam tutaj być. Niestety kiedy zobaczyłam jego mamę całą zapłakaną, poprostu nie potrafiłam jej tego powiedzieć. Nie chce aby teraz pod czas pobytu jej syna w szpitalu ktoś jej jeszcze dokopał. Nie umiem tego zrobić. Po prostu bez słowa usiadłam obok niej i ją przytuliłam.
-Wszystko będzie dobrze.-Powiedziałam do niej.-Niech się pani nie martwi, lekarze wiedzą co robią.-Nie wiedziłam co jej powiedzieć, bo nie obchodziło mnie to co się teraz stanie. Wstałam i podeszłam do jednej z pielengnarek.
-Przepraszam, w której sali jest Luke Hemmings?
-Sala 134.-Odpowiedziała krótko.
-Dziękuję.-Wjechałam windą na drugie piętro i szukałam sali nr.134. 125...132...134, jest! Wesząłm bez pukania do sali. Luke leżał na szpitalnym łóżku i robił coś na telefonie.
-Wyjaśnisz mi o co tu chodzi?!-Krzyknęłam.
-O a kto my tutaj mamy?-Powiedział pytaniem na pytanie.
-Nie baw się tak ze mną!-Zawsze bałam się na niego podnieść głos ale wiem,że teraz mam przewagę.
-Zrobiłem to dlatego, że jesteś moja rozumiesz?!-Krzyknął.
-Co ty piprzysz człowieku!-Patrzyłam na niego z zdezorientowaniem.-Nie jestem jakąś zabawką!
-Oczywiście, że jesteś.-Uśmiechnął się głupio. Podeszłam do łóżka i chciałam go uderzyć w twarz. Niestety chłopak złapał moją rękę i trzymał w mocnym uścisku...za mocnym.
-Będziesz teraz przy mnie dzień i noc, rozumiesz?-Mówił przez zaciśnięte zęby.-Nie wyjdziesz z tąd.- Zadzwonił mi telefon, ratunek! Wyrwałam mu się i odeszłam od łóżka. Przeszukałam całą torebkę by po chwili odnaleźć telefon. Louis.
-Cassie gdzie ty jeste...
-2 piętro sala 134, szybko!
-Co siędzieje!?-Usłyszałam jego zmartwienie.
-Podejdź tu!-Krzyknął Luke.
-Cassie już idę,czekaj tam na mnie!-Usłyszałam już tylko pikanie co oznaczało koniec rozmowy.
-Myślisz, że jestem taki słaby i do ciebie nie wstane!?-Po chwili chłopak podniusł się i podszedł do mnie.-Jesteś moja,rozumiesz?!-Krzyknął i uderzył mnie w twarz. Poczułam pieczenie na prawym poliszku. Kolejne uderzenia kierował w brzuch. Syczałam z bulu, nie potrafiłam się obronić. Chłopak przytrzymał mnie i przycisnął do ściany. Przycisnął swoje usta do mojej szyji i zagryzł zębami jedno miejsce. Zassał mocno moją delikatną skórę i zostawił po sobie czerwony ślad. Odsunął się ode mnie kiedy usłyszał otwierające się drzwi. Na szczęście był to Louis.
-Lou!-Podbiegłam do niego i wtuliłam się jego ciepły tors.
-Spokojnie już wszystko dobrze, jestem tu.-Szepnął mi do ucha. Zerknęłam na Luka i widziałam jak siedzi na łóżku i skomla z bulu. No tak złamane żebro. Sam sobie zaszkodził. Szybko wyszliśmy z sali a ja usiadłam na jednym z krzesełek będących na holu. Schowałam twarz w dłonie i zaczęłam płakać. Poczułam jak Louis siada obok mnie. Uniusł moją głowę lecz nie odwrócił jej abyśmy patrzyli sobie w oczy. Uświadomiłam sobie, że patrzy na malinkę, która została zrobiona przez Luke'a. Wiedziałam, że go to boli.
-Gdybym przybiegł wcześniej, gdybym mógł coś zrobić. Patrzył na jeszcze czerwone miejsce. Odwrócił moja głowę w jego stronę i przyglądał mi się.

*Louis*

-Zrobiłeś.-Odpowiedziała mi niepewnie.-Uratowałeś mnie, mógł zrobić w tej sali coś gorszego.-Dokończyła.
-Zabiję go.-Powiedziałem pewnie.
-Louis, proszę...
-Co!? Nie widzisz co on ci zrobił?!-Wstałęm i uniosłem się.
-LouLou...-Powiedziała cicho. Znowu to zrobiła. Znowu ma nade mną kontrolę. Jak ona to robi? Popatrzyłem na nią, moje oczy znowu nabrały niebieskiego koloru. Usłyszałem kroki, rodzice Cassie.
-Kochanie!-Krzyknęła jej mama z drugiego końca korytarza. Dziewczyna odwróciła się przerywając kontakt wzrokowy ze mną.
-Mamo.-Odpowiedziała cicho i przytuliła się do swojej rodzicielki.-Prosze jedźmy z tąd.
-Spokojnie już wszystko wiem. Przepraszam skarbie.-John podszedł do mnie i złapał mnie za ramię.
-Uratowałeś ją.-Wyszeptałjakby ta informacja była przeznaczona tylko dla mnie.-Dziękuję.-Przytulił mnie po męsku. Wreszcie zobaczyłem, że naprawde im zależy na Cassie. Moi rodzice byli alkocholikami, a siostra musiała zatrudnić się w agencji towarzyskiej aby zarabiać na rodzinę. Pamiętam jaki ból był w jej oczach kiedy wracała do domu.
-W końcu to moja siostra.-Odpowiedziałem. No właśnie "siostra". Dlaczego ja muszę mieć najgorzej w życiu? Wreszcie poznałem dziewczynę ale nie moge z nią być. W drodze do samochodu ciągle zerkałem na dziewczynę wtuloną w swoją mamę. Dlaczego ja nie mogłem nigdy przytulić się do własnej mamy? Przecież miałem do tego prawo,tak?

*Cassie*

Mieliśmy juz wychodzić ze szpitala gdy mama Luke'a do mnie podeszła.
-Wiem, że on ci to zrobił.-Miała na myśli syna.-Przepraszam.-Widziałam łzy w jej oczach.
-Przepraszam, ale musimy iść.-Odpowiedziała moja mama i kontynuowaliśmy drogę do auta. Moja mama puściła mnie ze swojego uścistku i poedeszła do John'a by szukać samochodu. Było już ciemno a ja poczułam falę zimna przechodzącą przez moje ciało. Po chwili ktoś położył na moje ramiona skórzaną kórtkę. Louis.
-Będzie ci zimno.-Odwróciłam się w jego stronę.
-Tobie bedzie bardziej potrzebna.-Uśmiechnęłam sie do niego ciepło a on odwzajemnił gest ukazując swoje białe równe zęby. Czy on musi być tak idealny? Cassie daj sobie z nim spokój, i tak nie możecie być razem! Tak to niestety prawda. Wsiedliśmy do samochodu i rószyliśmy w drogę powrotną do domu. Oparłam się o ramie Louis'a i momentalnie zasnęłam.

_______________________
Kom=Motywacja :*

czwartek, 1 maja 2014

Rozdział 3. "Jesteś zbyt słaba."


*Louis*

Obudziłem się. Powili i bez pośpiechu otworzyłem najpierw lewą, a później prawą powiekę. Rozejrzałem się po pomieszczeniu aby przypomnieć co stało się wczoraj. Cassie, kawiarnia, spacer, próba gwałtu... Dopiero teraz usłyszałem jak dziewczyna pomrukuje przez sen. Uświadomiłem sobie, że w czasie moich przemyśleń moja głoń non stop właskała włosy dziewczyny. Postanowiłęm zostawić ją samą i pójść do kuchni. Schodząc po schodach zastanawiałem się co Cassie powie swojej mamie. Boje się, że jak zobaczą niezliczoną ilość siniaków na jej ciele pomyślą, że coś jej zrobiłem. W głębi duszy nie chciałem tego, nie chciałem być ponownie wysłany do domu dziecka. Obiecali mi, że wreszcie będę miał rodzinę, i że będę szczęśliwy. Te myśli błąkały się po całej mojej głowie podczas gdy przygotowywałem śniadanie dla dwuch osób. Gdy usmażyłem ostatniego naleśnika, kątem oka zobaczyłem damską postać wchodzącą do kuchni. Cassie.
-Ooo zrobiłeś naleśniki!-Powiedziała z entuzjazmem. Może stara się zapomnieć o tym co stało się wczoraj?
-Chodź do stołu.-Odpowiedziłem.

*Cassie*

Po zjedzonym posiłku poszłam do swojego pokoju i zabrałam ciuchy po czym poszłam do łazienki. Przebrałam się w ubrania i przyglądałam się swojemu lustrzanemu odbiciu. Przed oczami nadal miałam wczorajszy wieczór. Chciałam być silna i nie płakać więc szybko sięgnełam do kosmetyczki i umalowałam się. Zeszłam na dół ale zdziwiłam się bo nie zobaczyłam tam mojego brata. Usiadłam więc na sofie w salonie i włączyłam telewizor. Pokazywali akurat powtórkę "X Factor" poogląładałm trochę aż usłyszałam za sobą kroki już ubranego bruneta. Miał na sobie bluzke z "Marvel" i dzinsy. Dosiadł się do mnie ale żadne z nas nie zaczęło rozmowy. Usłyszałam dzwonek do drzwi, wstałam z kanapy i szłam w stronę dochodzącego głosu. Otworzyłam je bez zastanowienia.
-Luke!-Rzyciłam się w ramiona mojemu chłopakowi, oczywiście nie obyło się bez mocnego przytulasa. Jęknełam cicho poczułam rękę chłopaka, która uciska jeden z moich jeszcze bolących siniaków.
Chłopak na szczęście nic nie usłyszał. Wreszcie puścił mnie ze swojego mocnego uścisku.
-Musisz kogoś poznać.-Złapałam go natychmiastowo za rękę i prowadziłam w stronę salonu.Na szczęście niebieskooki nadal tam był.-Louis, to jest Luke.-Brunet podszedł w naszą stronę.-Mój chłopak.

*Louis*

-Mój chłopak.-Podałem rękę blondynowi z niechęcią wymalowaną na twarzy. Dlaczego mi nic nie powiedziała? Szczerze może i jestem wściekły albo zły. Sam nie wiem ale jakoś nie podoba mi się ten chłopak.
-Louis.
-Luke.- Luke..Luke...Luke...tak wiem! Kiedyś na jednej z imprez widziałem go jak handlował narkotykami, jakiś czas też było głośno o tym w różnych szkołach. Nie wiem czy mówił o tym Cassie ale jeśli on tego nie zrobi, ja to zrobie.
-Louis my wychodzimy a rodzice wrócą około 21:00.
-Cassie, to twój nowy brat?-Zapytał z głupim uuśmiechem. A po co mu to do życia?!
-Tak a coś nie pasuje?-Zmierzyłęm go wzrokiem, dopiero teraz uśmiech zszedł z jego twarzy. Kiedy kierowali się do wyjścia zauważyłem, że Cassie jest bardzo chuda, za chuda. Pewnie mi się wydaje albo jest na jakiejś niezłej diecie. Wyszli. Poprostu wyszli. Wróciłem do salonu i starałem się skupić na filmie, no właśnie starałęm się. Moje myśli nie dawały mi spokoju. Czy ja jestem o nią... zazdrosny? Nie, to nie możliwe! Przecież do jest moja siostra, a nie dziewczyna!

*Cassie*

Wkurzało mnie to, że Luke ciągle gapił się na inne dziewczyny. Wiem, że nie potrafię zaspokoić jego potrzeb. Założę się, że nie raz mnie zdradził.
-Możesz przestać.-Bardziej oznajmiłam niż spytałam.
-O co ci chodzi?-Nie odwócił wzroku ani na sekundę.
-O to, że gapisz się na tyłki innych dziewczyn!.-Starałam się to powiedzieć tak aby nikt inny nie usłyszał.
-Bo jestem facetem, to normalne.-Wyśmiał mnie.
-Jeśli jesteś facetem.-wyrwałam się z uścisku jego dłoni.-To znajdź sobie inną laskę.-Odwróciłam się na pięcie i zaczęłam iść w innym kierunku.
-Nie zrobisz tego.
-Z kąt wiesz, że nie zrobię?
-Jesteś zbyt słaba.-Popatrzyłm na niego, wlepiał swój wzrok w moją osobę. To prawda, za bardzo przywiązuję się do ludzi. A ten związek... jeśli to można nazwać związkiem, najzwyczajniej m nie męczy. Nie odpowiadałam tylko się na niego patrzyłam.
-I tak nie jesteś dla mnie wystarczająco dobra.
-Jeśli tak to dlaczego ze mną byłeś?!-Niebezpiecznie blisko do mnie podszedł.
-Bo mogłem patrzeć jak się staczasz.-Odpowiedział i ponownie mnie wyśmiał.-Spójrz na siebie! Ty myślisz, że moim marzeniem było związać się z pieprzoną anorektyczką?!-Napłynęły mi łzy do oczu.
-Robiłam...robiłam to dla ciebie.-Mówiłąm przez szloch.
-Chciałaś zagłodzić się dla mnie na śmierć?!-Zaczął się śmiać.-Szczerze mam w dupie co z tobą teraz będzie. Chiałem cię wykorzystać dla swojej przyjemności. Nie dałaś mi tego zego chciałem, kiedyś za to zapłacisz!-Już nic nie powiedział tylko odszedł. Zostawił mnie. Cała zapłakana usiadłam na ławce. Ludzie przechodzący obok mnie patrzyli się na mnie ze współczuciem. Pewnie słyszeli całą moją rozmowę. Nie wierzę, że Luke mógł mi coś takiego zrobić! Byliśmy razem od półtora roku, a on nagle mówi, że chciał zobaczyć jak cię staczam! Naprawdę, fantastyczna rozrywka! Gdy się trochę ogarnęłam postanowiłam wrócić do domu. Przed drzwiami wejściowymi przeczesałam włosy palcami i weszłam do środka. Słyszałam jak Louis szwęda się po kuchni aż po chwili usłyszałam jego głos.
-O Cassie ju...-Wyszedł z kuchni na korytarz. Nie dałam mu dokończyć tylko rzuciłam mu sie na szyję i ponownie zaczęłam płakać. Louis na początku nie za bardzo wiedział co zrobić ale bez zastanowienia przytulił mnie jak najmocniej mógł. Czułam się przy nim bezpiecznie, nie chciałam żeby mnie puszczał. Chłopak po chwili podniusł mnie na ręce jak niesię się pannę młodą. Zaniósł mnie po schodach do mojego pokoju i położył mnie na łóżku. Jednać wciąż trzymałam go za kark co zmusiło go do tego by położyc się razem ze mną.

*Louis*

Cassie wtuliła się w mój tors. Wiedziałem, że on ją zrani! A obiecałęm sobie, że przy mnie będzie bezpieczna.
-Złamałęm obietnicę.-Wyszeptałem do jej ucha. Dziewczyna lekko się uniosła i popatrzyła w moje oczy. Popatrzyła ma mnie pytająco-Zranił cię.- Widziałem ból w jej oczach.
-LouLou...-Zaczęła. Jeszcze nikt tak do mnie nie mówił. To było słodkie, uśmiechnąłem się lekko pod nosem.-Proszę nie mów tak...
-Ale mam poczucie winy...-Spóściłem głowę, nie potrafiłem teraz patrzeć się jej w oczy. Bolało mnie to, że to ona teraz cierpi.
-Najchętniej zabrałbym ten cały ból na siebie.-W odpowiedzi dziewczyna przytuliła się do mnie. Jednak jedno pytanie wciąż latało po mojej głowie. Co ona takiego zrobiła? Dlaczego ją zostawił?
-Louis...
-Tak?-Powiedziałem zachrypniętym głosem.
-Chcesz wiedzieć, prawda?-Co miałem odpowiedzieć? Każde złe słowo może wszystko zniszczyć.
-A chcesz powiedzieć?-Tym razem to ja się jej przyglądałem. Dziewczyna poprostu wstała z łóżka i wyszła z pokoju. Brawo Louis,wszystko spieprzyłeś! Na szczęście te myśli dały mi spokój gdy dziewczyna wróciła do pokoju. W dłoni trzymała dziennik. Niepewnie podeszła do łóżka i podała mi zeszyt po czym usiadła na materacu plecami do mnie. Otworzyłęm brązowy dziennik i zacząłem go przeglądać. "Dzień 1. Jogurt, chleb z masłem, woda. Do zrzucenia 3 kg.", "Dzień 5. Chleb zmasłem i 2 szklanki wody. Do zrzucenia 5 kg. 250 brzuszków."... i tak przez 2 miesiące. Liczba brzuszków coraz bardziej się zwiększała. Nie mogę w to uwierzyć. Ona jest anorektyczką.
-Robiłam to dla niego, chudłam dla niego.-Odwróciła głowę lekko w moja stronę.-Mówił, że nie jestem wystarczająco szczupła.
Popatrzyłem na nią i ujrzałem łzę spływającą po jej lewym policzku. Szybko się podniosłem i uklęknąłem na podłodze przd nią. Wytarłem jedyną łzę, palcami chwyciłem jej podbródek i uniosłem do góry by na mnie spojrzałem. Znowu ten chlerny ból w jej oczach. Nie wytrzymałem tego. Po chwili poczółem mokrą kropelkę na moim prawym poliku. Ja płaczę? Co ta dziewczyna ze mną robi? Sięgnęła dłonią do mojej twarzy i powtórzyła czynność po mnie.
-Nie będziesz płakać sama.-Uklęknęła przede mną i siedzieliśmy tak w bezruchu. Cassie złączyłą nasze dłonie razem. Splotłem nasze palce w koszyczek a ona patrzyła się na uścisk naszych rąk. Wyglądała pięknie w świetle zachodzącego słońca, które wkradało się przez okno. Patrzyłem na jej twarz z zaciekawieniem. Nie mogłem się potrzymać, musiałem. Musnąłęm delikatnie jej usta a ona oddała pocałunek. Louis co ty odpierdzielasz?! To twoja siostra! Trudno było mi przyznać, ale ten męczący głos w mojej głowie tym razem miał rację. Oderwałem się od niej chociarz to było trudne. Dziewczyna tego nie chciała bo wtopiła swoje szczópłe pace w moje włosy i przyciągnęła ponownie do siebie. Pocałowałem ją w kącik ust i odchuliłem się na kilka milimetrów.
-Przepraszam, ale nie mogę.-Powiedziałem z bólem w głosie. Starałem wyplątać jej palce z moich włosów ale to było tródne bo trochę je poplątała. Kiedy mi się udało wstając jeszcze pochyliłem się nad jej uchem.-Nie chce abyć cierpiała jeszcze przeze mnie.-Wstałem i wyszedłem z jej pokoju. Co tu się stało?

*Cassie*

Louis wyszedł z mojego pokoju gdy ja nadal siedziałam na ziemi. Nie mogłam uwierzyć w to co się stało kilka sekund temu. Kiedy patrzyłam na nasze dłonie wydawało mi się, że sa dobrane wyłącznie dla siebie. Czy ja zakochałam się w Lou? Wstałam z podłogi i położyłam się do łóżka. Kiedy prawie zasnęłam dostałam wiadomość. Myślałam, że to będzie Luke ale się myliłam. William? Dlaczego William? Nie zastanawiałam sie nad tym za długo tylko odłożyłam telefon i chciałam pójść spać gdy nagle...









__________________________
Kom.=Motywacja 
P.S Zostałą zmieniona bohaterka ;)