wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział 2. "Obiecuję"


*Cassie*

-To jest Louis.-Chłopak podszedł do kanapy a ja natychmiastowo wstałam. Byłam od niego o wiele niższa, krótko mówiąc moja głowa sięgała mu do ramienia. Louis wysciągnął w moją stronę rękę po czym odrazu ją uścisnęłam swoją malutką dłonią. Poszułam jego mocny uścisk na mojej ręce i nie zważając na nic wciąż wpatrywałam się w jego niebieskie oczy.
-Louis.-Powiedział przerywając ciszę.
-Cassie.-Odpowiedziałam z niepewnością wyczuwalną na kilometr. Poczułam jak jego dłoń piszcza moją i natychmiastowo popatrzyłam na nasze ręce oddzielające się od siebie.-Oj zapomniałam muszę lecieć do pracy.-Jeszcze chwilę i bym się kompletnie spóźniła, szef pewnie by mnie wyrzucił bo nie raz mi się to zdarzało.
-O świetnie!-Powiedziała entuzjastycznie mama.-Pracujesz w starbucks więc nie będzie problemu jeśli weźniesz Louis'a. Prawda?
-Ok może iść.-Odrazu wlepiłam wzrok w drewnianą podłogę. Nie miałam ochoty poznawać mojego nowego brata w pracy. A poza tym pewnie spotkam wiele dziewczyn, które będą pożerać go wrokiem. Nie dziwiłabym im się bo Lou jest na prawdę przystojny. O czym ty mówisz?! To twój brat! Ach, ten uporczywy głos w mojej głowie nie daje mi spokoju! Mama poszła do kuchni a tata. Czy mogę go tak nazywać? Czy powinnam? Facet, który nas zostawił nie jest już moim ojcem. Więc tak, tata pojechał na zakupy bo dzisiaj robi grila, żeby jakoś przywitać nowego członka rodziny.
-Poczekaj tutaj na mnie a ja jeszcze pójdę do pokoju.- Oznajmiłam.
-Ok.-Odpowiedział krótko i poszedł założyć buty. Szybko pobiegłam do mojego pokoju i odłożyłam torbę, która jeszcze przed chwilą spoczywała na moim ramieniu. Zabrałam okulary przeciwsłoneczne, dzisiaj był wyjątkowo ciepły dzień więc szybko się przbrałam. Zobiłam jeszcze lekki makijaż i użyłam mojego ulubionego błyszkyka. Zbiegłam na dół potykając się o poszczególne stopnie. Wiedziałam, że na bank się spóźnię. Nie miałam jeszcze prawa jazdy więc zwykle chodziłam na piechotę.
-Cholera.-Przeklnęłam pod nosem gdy spojrzałam na zegarek, było o wiele za późno. Nie chciałam żeby Louis usłyszał, że przeklinam bo szczerze sama tego nie lubiłam.
-Taka dziewczyna jak ty nie powinna chyba przeklinać, co?-Kierował to zdanie w moją stronę.
-Czasem chyba może.-Odpowiedziałam z głupim uśmiechem.- Nie wiem czy to ma sens żebym wogóle szłą do pracy.-Dopwiedziałam zakładając moje już lekko zniszczone buty. Ustaliłam z rodzicami, że muszę mieć pracę ponieważ uczą mnie samodzielności i muszę sama na siebie zarabiać.
-Dlaczego?
-Bo na piechotę nie dojde tam nawet jeszcze na sensowną godzinę.
-Nie masz prawka?-Zaczął się śmiać pod nosem.
-A ty masz?-Dopytywałam.
-Oczywiśce, Cassie ja mam 20 lat.-Parsknął śmiechem.
-Jeśli obiecasz, że po drodze mnie nie zabijesz to możemy jechać.-Gdy zaczynam się śmiać nie umiem już przestać, właśnie teraz tak było.
-Obiecuję.-Powidział już bardziej spokojnie. Zabrałam kluczyki od samochodu i dałam je chłopakowi.
-Pa mamo!-Krzyknęłam pośpiesznie. Wyszliśmy z domu i wsiadliśmy do auta. Bardzo dobrze się dogadywałam z Louis'em. Chociaż znamy się od 30 minut, myślałam, że będzie gorzej.

*Louis*

Gdy dojechaliśmy na miejsce zaparkowałem przy chodniku i wyszliśmy z samochodu.
-Dziękuję ci.-Powiedziała dziewczyna a ja odpowiedziałem jej uśmiechem. Cassie pobiegła do budynku kawiarni a ja powolnie szedłem tą samą drogą do małej kawiarni. Wchodząc usłyszałem dwoneczek przypięty do sufitu przy drzwiach. Idąc w stronę kasy czułem na sobie wzrok wielu dziewczyn. Nie zwracałem na to uwagi bo od zawsze miałem powodzenie u kobiet więc w spokoju szedłem do wyznaczonego wcześniej miejsca. Na szczęście obsługiwał mnie facet, po zamówieniiu kawy usiadłem do dwuosobowego stolika i czekałem na mój napój.

*Cassie*

-Na pawdę to się nie powtórzy.-Mówiłam speszona do mojego szefa. Staliśmy na zaplęczu więc nikt nas nie słyszał. Niestety dwi od tylnej strony lokalu były uchylone więc można było zobaczyć jak mi się dostaje.
-Jeśli jeszcze raz się spóźnisz wyrzucę cię!-Odpowiedział mi szorsko szef.-Przez to dzisiaj zostajesz dłużej w robocie.-Skończył swoje kazanie i odszedł.On sobie chyba jaja robi! Nie zostane tutaj dłużej bo on ma taki kaprys! Czyste chamstwo. Nick zawołał mnie abym rozniosła zamówienia. Zielony fartuszek owinełam sobie wokół tali. Wyszłam z zaplecza i zabrałam tacę z różnymi napojami.
-Oto pana zamówienie, zapraszam ponownie.- Nawet nie spoglądałm na twarz klijentowi. Już miałam odchodzić kiedy usłyszałam jego głos.
-Na pewno.-Odwróciłam się i zobaczyłam jego zrozweseloną twarz. Louis. Dzięki temu,że to było ostatnie zamówienie mogłam wziąść tacę pod ramię i wrócić na chwilę do jego stolika.
-Napijesz się ze mną?- Zapytał.
-Przerwę mam dopiero za 25 minut.
-Nienawidzisz tej pracy prawda?-Było to bardziej oznajmienie niż pytanie.
-I musze dzisiaj zostać dłużej.-Odpowiedziałm rozzłoszczona.
-Oj tam nie narzekaj.-Mrugnął do mnie. Przyznam, to było miłe. Poczułam jak czerwień wkrada się na moje policzki. Rumieńce próbowałam zakryć włosami ale zapomniałam, że miałam warkocza.
-Ładnie się rumienisz.-Próbował mnnie do sieie coraz bardziej przekanać. Pod kątem brat siostra oczywiście, mój mózg wytwarzał dziwne myśli związane z Lou, naszczęście udało mi się ogarnąć. Przeprosiałam go na chwilę i powiedziałam, żeby poczekał do mojej przerwy.

*30 min. później. Cassie*

Siedziałam już z Louisem i popijałam kawę. Dopiero teraz zauważyłam, że moje przemyślenia z domu się potwierdziły, dziewczyny wlepiały w niego wzrok takjagby chciałyby go tu i teraz. Kiedy Louispopatrzył na jedną z wielu klijentek wiedziałam, że jego wzrok nie był taki jaki ona sobie wyobraziła. Popatrzył na nia morderczo a dziewczyna natychmiastowo odwróciła wzrok.

*Louis*

-Będę się zbierał ale przyjde po ciebie kiedy skończysz, narazie.
-Pa pa.-Wyszedłem z kawiarni postanowiłem poznać okolicę. Nie liczyłem na dużo atrakcji bo mieszkają w małym mieście. Poszedłem do parku i z tamtąd chciałem zacząć moją wycieczkę.

*19:55. Cassie*

Posprzątałam wszystkie stoliki i sposzłam na zaplecze, żeby wreszcie zdjąć z siebie fartuszek kelnerki. Usłyszałam jak ktoś wchodzi do kawiarni. Ktojeszcze przychodzi tak późno?
-Przepraszzam ale już zamykamy!-Krzyknęłam z drugiego końca lokalu.
-Czyli jednak nie wyszłaś wcześniej.-Usłyszałam głos mojego pracodawcy. Wyszłam z zaplecza i przytaknęłam.
-Jak jeszcze tu jesteś...-Po chwili zamknął drzwi wejściowe na klucz. Boję się.-Może troszeczke pogadamy?
-Myślę, że nie mamy o czym.-Odpowiedziałam i już miałam brać moją torebkę kiedy facet po czterdziestce zaczął się do mnie zbliżać.
-Wiesz możesz mi się odpłacić za spóźnienia.-Przejechał swoją obleśną dłonią po długości mojej całej ręki. Odsunęłam się dwa kroki do tyłu.
-Na prawdę muszę już iść.
-No to rodzicę muszą na ciebie trochę poczekać.-Po tych słowach złapał mnie za rękę i przybliżył mnie do swojego tłustego ciała. Zaczęłam mu się wyrywać a on wykorzystał to i przycisnął mnie całą siłą do ściany przy kasach. Poruszał ręką po całym moim ciele a drugą przytrzymywał moją głowę.
-Pomocy!Prosze!Pomocy!-Krzyczałam jak najgłośniej mogłam.
-Tutaj nikt cię nie usłyszy.-Zdjął ze mnie moje szorty, a dłoń włożył pod moją koszulkę. Wyrywałam mu się, krzyczałam i błagałam, żeby mnie zostawił. Podniósł mnie i chciał położyć na stoliku, ale przez moje szybkie ruchy spadłam na podłogę. Myślałam, że to będzie moja jedyna szansa ucieczki. Niestety mężczyzna złapał mnie za nogi i pociągnął w swoją stronę. Uciadł nade mną i zaczął dotykac moje zdrętwiałę ciało. Nie mogłam przestać płakać, wiedziałam jak to się skończy.

*Louis*

Byłem już pod kawiarnią w, której pracowała Cassie. Próbowałem otworzyć drzwi ale ani drgnęły. Światła były porozpalane więc napewno tam była. Obszedłem cały lokal ale nie mogłem znaleźć innego wejścia. Próbowałem się do niej dodzwonić ale nie odbierała. W końcu miałem tego dosyć i zacząłem uderzać pięściami w dzrzwi.
-Cassie?!Słyszysz mnie?!Halo, Cassie?!-Krzyczałem do niej przez drzwi. Bałęm się, że coś się jej dzieje.

*Cassie*

Kiedy mężczyzna chciał zdjąć swoja koszujkę usłyszałam krzyki dochodzące zza drzwi. To był Louis. Może mam jeszcze sanse aby z ta wyjść?
-Louis!?Prosze pomóż mi!P...proszę!Lou!-Krzyczałam przez głośny szloch. Szef chciał zakryć mi usta ale ugryzłąm go w dłoń po czym się odsunął i dał mi możliwość kopnięcia do z kolanka w krocze. Chciałam podbiec do szklanych drzwi ale Louis by ode mnie szybszy i wybił szybę cegłą po czym włożył ręgę w dziurę, którą sam zrobił i przekręcił kluczyk będący nadal w drzwiach. Wparował do pomieszczenia i szybko schował mnie za swoimi plecami. Sam ruszył w stronę faceta leżącego na ziemi. Usiadł na nim i zadawał udeżenia w stronę jego twarzy. Szybko wróciłam na zaplecze by zabrać torebkę i założyć moje szorty. Wróciłam do Louis'a i starałam sie go podnieść z faceta.
-Louis,zostaw go!Jedźmy z tąd!-Nie zareagował.-Proszę!-I znów poczułam jak mój obraz robi się niewyraźny. Łzy. Chłopak powędrował wzrokiem w moją stronę. Przyglądał mi się z bólem i wstał z mężczyzny zadająć mu wcześniej ostatni cios w nos. Uniusł się z odłogi a jego ręka owinęła moją talię i przeciągneła bliżej torsu chłopaka. Wybiegliśmy z lokalu i wsiadliśmy do samochodu mojej mamy. Louis położył mnie na tylnich siedzeniach ponieważ byłam cała poobijana. Posłałam mu wdzięczny uśmiech i sięgnęłam do mojej torebki po telefon. Dostałam SMS'a od mamy. To dobrze, nie będę musiała sie im tłumaczyć. Odłożyłam telefon i zobaczyłam lekko zamglonym wzrokiem Louis'a wsiadającego na miejsce kierowcy.
-Dziękuję.-Powiedziałam z lekkim uśmiechem.
-Nie ma sprawy siostrzyczko.-Uśmiechnęłam się pod nocem kiedy to usłyszałam a sekundę później błąkałam się w moim własnym śnie.

*Louis*

Wszedłem do domu z Cassie na rękach i bez problemu zaniosłem ją do jej pokoju. Kładąc ja na łóżku chciałem już wyjść ale usłyszałem ciche słowa dziewczyny.
-Śpi dziś ze mną.-Powiedziała uchylając delikatnie powieki.-Proszę.-Gdy powiedziała "Proszę" przd oczami miałem jeszcze scenę z kawiarni, bez zastanowienia położyłem się obok niej i otuliłem nasze ciała kołdrą. Zawachałem się gdy chciałem ją przytulić, lecz kiedy zobaczyłem słabe przytaknięcie dziewczyny objąłem ją ramieniem. Usłyszałem ciche jęknięcie wydobywające sie z jej ust spowodowane dotknięciem jeszcze bolących siniaków.
-Przpraszam.-Szepnąłem i tym razem przytuliłem ją bardziej delikatnie. Nikomu już nie pozwolę jej skrzywdzić.

_______________
Kom.-Motywacja :*


wtorek, 15 kwietnia 2014

Rozdział 1 "To jest Louis"


Dom dziecka. Godz. 14:25
*Mama Cassie*

Wreście dojechaliśmy na miejsce. John otworzył mi drzwi i weszliśmy do ogromnego budynku.
-Przepraszam...-Zaczepiłam jakąś panią na korytarzu.-Gdzie jest gabinet pani Ellis Jonson?
-Korytarzem prosto i pierwsze drzwi po prawej.-Odpowiedziała z wymuszonym uśmiechem.
-Dziękuję.-Odpowiedziałam nieco mniej entuzjastycznie.Razem z John'em szliśmy w pokazanym nam kierunku, aż zobaczyluśmy drzwi z napisem "Mr.Ellis Jonson". Ostatni raz popatrzyłam się na małżonka, po jego oczach wiedziałam, że jest pewny podjętej dycyzji. Zapukałam do drzwi i zaraz zobaczyłam w nich kobietę po około 50-dzesiątce.

                                                                        ***

-Zaraz przyprowadzę do was chłopca...-Powiedziała właścicielka ośrodka. Nigdy nie lubiłam takich miejsc ponieważ dzieci, przetrzymywane były tu niczym zwierzęta. Przydzielony pokój, codzienny posiłek, i sen. Kto chciałby tak żyć?
-Megg?-Wyrwał mnie z zamyśleń głos John'a.
-To jest Louis.-Dokończyłą za niego pani Ellis.
-Dzień dobry jestem Louis.-Chłopak odpowiedział oschle podając mi ręke.
-Cześć, jestem Megg a to mój mąż John.-Pokazałam na mężczyznę stojącego za mną, który po chwili podał ręke brunetowi.
-Miło mi.
-Dobrze więc mogą państwo zabieraż chłopaka do domu.-Oznajmiła kobieta i uśmiechnęła się jakby miała z nim problemy i cieszyła się,że wreście się go pozbywa. Louis zaczął iść w naszą stronę, dopiero teraz zauważyłam, że trzyma w swojej wielkiej dłoni torbę. Kiedy wyszliśmy z gabinetu i weszliśmy na parking szukając naszego auta dokładniej przyjrzałam się naszmu "synowi". Miał wiele tatuaży na ręce, dzięki białej prześwitującej koszulce mogłam też dostrzec tatuaż na jego klatce piersiowej. Weszliśmy do auta i jechaliśmy drogą powrotną do domu.Co chwilę ja albo mój partner zagadywaliśmy chłopaka co jakiś czas, po czym zauważyłam, że nie jest zbyt chętny by odpowiadać po prostu dałam mu spokój.

*Louis*

Jechałem samochodem z ludźmi, których ani trochę nie znam. Po wyglądzie mogą być naprawdę mili ale zobaczymy czy ze mną wytrzymają. Nie raz oddawwano mnie z powrotem do domu dziecka. Mogę sobie obiecać, że nigdy nie nazwę ich ani innych ludzi próbujących mnie do siebie przekonać, mamą i tatą. Po prostu nie jest to dla mnie normalne. W trakcjie drogi byłem bardzo zmęczony ale nie chciałem usnąć bo nie wiem co mogą zrobić. Nikomu nie powinno się ufać. I tego się trzymam. Po około 30 min. dojechaliśmy na podwórze wielkiego ceglanego domu na skraju miasta. Zwinnie wyjąłem moja nie dużą torbę z bagażnika i nawet się nie obejrzałem kiedy staliśmy już pod drzwiami mojego "nowego domu". Po wejściu do środka zdjąłęm moje stare i troche zniszczone convers'y.Rozejrzałem się szybko po salonie i zobaczyłęm schody prowadzące na górę.
-Zaprowadzę cię do twojego pokoju.-Oznajmił John.
-Ok.-Posszedłem za mężczyzną po schodach i zaraz potem znalazłem się w swoim "nowym pokoju". Zrobiony był on typowo dla chłopaka w pomarańczowo-szarym kolorze.
-Jak się rozpakujesz zejdź na dół, ziemy kolację i kogoś poznasz.-Powiedział i wyszedł. Rozpakowanie zajeło mi około 10 min. nie mam dużo rzeczy. Położyłem się na lóżku i myślałem kogo mam poznać. Oczywiście mówiono mi, że mam mieć przyszywane rodzeństwo bo mają już dziecko tylko, że nie wiem czy jest to dziewczyna czy chłopak, jest wysoka czy niska, blondynka...a może brunetka. Krótko mówiąc nic o niej nie widziałem. Moje rozmyślenia perwał narastający głód. Oczywiście nie mogę zjeść z nimi kolacji więc im się szypciej wyrwę, tym lepiej.

*Cassie*

Właśnie wracałam ze szkoły. Przetrzymali nas dłużej ale nie robiło mi to większego znaczenia bo usnęłam na ostatniej lekcji. Pożegnałam się z przyjaciółmi i kierowałam się w stronę domu. Wyjęłam z torebki klucze i przegręciłam zamek w drzwiach otwierając je. Przy zdejmowaniu butów przypomniało mi się, że dzisiaj mam poznam mojego "braciszka" jest ode mnie 3 lata starszy i nie będę nikomu obiecywać, że obdarzę go jaką kolwiek sympatią. Gdy weszłam do dużego salonu i zobaczyłam rodziców siedzących na kanapie.
-Podejdź,kochanie.-Powiedziałam mama.
-Ok...-Odpowiedziałam nawet nie wiem dlaczego trochę zaniepokojona. Usiadłam obok rodziów i wyczekiwałam wyjaśnień. Przestraszyłam się gdy udłyszałam jak ktoś schodzi po schodach. Od razu odwróciłam się w stronę dobiegającego odgłosu skrzypiących schodów. Wysoki, szczupły brunet z niebieskimi jak morzee tęczówkami.
-Cassie...-Zaczęła mama.
-To jest Louis.-Dokończyłą za nią tata. Czy to mój nowy "brat"?


______________
Pierwszy rozdział! Zachęcam do komentowania ;*

niedziela, 13 kwietnia 2014

Prolog


   Wszyscy myślą ,że jestem przeciętną nastolatką . Cassie Huston .Na początku też tak myślałam ,ale moje życie zaczęło się diametralnie zmieniać .Moi rodzice kłócili się bez przerwy .Tata doprowadzał mamę do płaczu...aż doszło do rozwodu .Nie jest to takie proste jak po 17-latach życia twoja rodzina rozpada ci sie z dnia na dzień .
   Tata ułożył sobie życie z nową kobietą i wyjechali z Londynu ...Tylko on chyba zapomniał ,że ja też tutaj jestem! I mnie to boli najbardziej...Mama znalazła sobie faceta,z którym bardzo sie polubiłam .Niestety John nie może mieć dzieci...i tutaj zaczyna się moja historia .W mojej rodzinie pojawi się ktoś ,kto może wszystko zepsuć , lub pomóc mi i mamie przejść przez to wszystko .I po prostu staniemy się rodziną .Ale czy Napewno?

____________
Jak obiecałam mamy prolog.Jak myślicie kto będzie nowym członkiem rodziny Cassie?

Bohaterowie

   
                                                           
                                                               
                                                                  Cassie Huston 17 l.

                                 "Potrafię kłamać,płakać,wpółczuć i uśmiechać się-lecz nie umiem kochać."
                   




                                                          Louis Tomlinson 20 l.

                               "Istnieje tajemnica, o której nikt nic nie wie-a ja jestem jej częścią."



                                                                  Hope McCartney 17 l.

                                     "Jeśli chcesz mnie zrozumieć,musisz mnie stworzyć na nowo."





                                                                Harry Styles 20 l.

                                      "Rodzina mnie nie chciała,ale wiem,że chce być kochany."

______________________
No i oto są bochaterowie nowego bloga o Louis'ie Tomlinson'ie "Heart Can Not Fool".Dzisiaj pojawi się równierz prolog samego opowiadania.Zapraszam!