*Cassie*
Patrzyłam jeszcze chwilę na Louis'a, który bawił się swoimi palcami. Widziałam jego zdenerwowanie. Wstałam z łóżka, na którym przed chwilą jeszcze siedziałam i wyciągnęłam rękę ku Lou.
-Chodź ze mną.-Zachęciłam. On tylko podniósł głowę i spojrzał na mnie błękitem swoich oczu.-Poznasz babcię.-Uśmiechnęłam się do niego.
-Ale na początku musisz mi coś wyjaśnić.-Powiedział trochę poważne. Ja tylko przytaknęłam głową na "tak" a chłopak zza pleców wyjął notes. Mój notes.
-Louis?-Zapytałam niepewnie Skąd on go ma? Widział go już wcześniej ale przecież znowu go ukryłam.
-Nie przerywaj mi...-Powiedział.-Cytuję... Jeden doznać cudu, Dwa być w dwóch miejscach naraz, Trzy zrobić tatuaż, Cztery przeżyć coś pięknego.
Czułam się zawstydzona po tym co przeczytał.
-Cassie, co to jest?-Ponownie na mnie spojrzał.
-Moja lista.-Spuściłam głowę.
-Dlaczego planujesz ją tak szybko? Masz jeszcze całe życie.-Wstał i przybliżył się do mnie.
-Wątpię... Louis ja wiem, że umrę.
Popatrzył na mnie wzrokiem pełnym bólu i troski. Zaszkliły mi się oczy, a po poliku popłynęła samotna łza. Szybko ją wytarłam i odwróciłam się do niego tyłem. Starałam się nie przepuścić więcej łez. Poczułam przyjemny dotyki na moich ramionach. Jego dłonie zjechały po całej długości moich rąk, kiedy dotarł do moich dłoni splątał nasze palce razem i objął mnie w pasie.
-Louis obiecałeś...-Powiedziałam z przymkniętymi oczami.
-Chciałem cię pocieszyć.-Przerwał.-Przepraszam.
Wyplątałam się z jego uścisku i odwróciłam się twarzą do niego.
-Nic się nie stało, już wszystko dobrze.-Uśmiechnęłam się słabo.
*Louis*
Cassie wróciła do rodziców i babci. Usiadłem ponownie na łóżku i otworzyłem notes. Na okrągło czytałem jej cele życiowe, wreszcie wpadłem na doskonały pomysł. Wstałem i wyszedłem z pokoju. Szybko zbiegłem po starych drewnianych schodach potykając się o jeden ze stopni. Wszyscy zwrócili na mnie swój wzrok.
-Louis może usiądziesz?-Zaproponowała starsza kobieta.
-Bardzo chętnie ale spieszę się. Szybko pobiegłem do przedpokoju i zacząłem zakładać buty.
-Lou co ty wyprawiasz?-Usłyszałem Cassie za moimi plecami. Odwróciłem się.
-Cas boisz się igieł prawda?-Spytałem szybko.
-Tak..?-Odpowiedziała zdezorientowana. Uśmiechnąłem się tylko w odpowiedzi.
-Poczekaj na mnie, niedługo wrócę.
***
Był już wieczór gdy wróciłem do domu. Nie zdejmując butów przebiegłem przez salon, początkowo upewniając się, że nikogo tam nie ma. Widziałem jak Cassie siedzi w ogrodzie i czyta książkę.
-Cześć.-Powiedziałem cicho. Dziewczyna odwróciła głowę w moją stronę.
-O wróciłeś.-Uśmiechnęła się do mnie.
-Musisz ze mną gdzieś pojechać.-Powiedziałem pewnie.
-Ale Lou za dziesięć ósma.-Mówiła patrząc na zegarek.
-No nie daj się prosić!
***
*Cassie*
Jechaliśmy przez ciemny las. Bałam się, co on wymyślił? Może chce mnie przeprosić? Nagle zobaczyłam wielki znak z napisem "Witajcie w Cholmes Chapel!" On zawiózł mnie na koniec miasta?!
-Louis, co tu się dzieje?-Zapytałam zaniepokojona.
On tylko wyszedł ze samochodu i obiegł go by otworzyć mi drzwi. Wysiadłam z pojazdu i popatrzyłam na niego pytająco.
-Chodź.-Mówiąc to złapał mnie za rękę i prowadził przed siebie.-Jedną nogą stań tu.-Wskazał mi miejsce na ulicy.-A drugą tu.-Zrobiłam jak mi kazał.-A teraz się odwróć.
Odwróciłam się. Zobaczyłam tam tylko napis witający.
-Co ty kombinujesz?
-Teraz stoisz jedną nogą w Choles Chaple, a drugą w innym mieście.-Uśmiechnął się ciepło.-Punkt drugi "Być w dwóch miejscach na raz"
Zaczęłam się śmiać. Miał racje, dzięki niemu spełniłam jeden z moich celów. Podbiegłam do niego i rzuciłam mu się na szyję. Obrócił nas wokół własnej osi i zaczęliśmy się śmiać razem. Chłopak ponownie zaprowadził mnie do samochodu.
-Mówiłaś mi, że boisz się igieł.-Oznajmił.
-Tak?-Uśmiechnęłam się pytająco. Nagle Lou wyjął z kieszeni kilka tatuaży na wodę.
-Więc musimy tak sobie poradzić.-Uśmiechnął się do mnie.-Którego wybierasz?
Przyglądałam się chwilę kolorowym wzorom. Po dłuższym zastanowieniu wreszcie wybrałam.
-Jaskółki.-Wskazałam na obrazek z trzema jaskółkami.
-W, którym miejscu?-Spytał się. Myślałam gdzie mogę umiejscowić mój "tatuaż". Odkryłam dolną część mojego ramienia.
-Tutaj.-Wskazałam miejsce. Chłopak już nic nie odpowiedział tylko przyłożył papierek z obrazkiem do mojej skóry. Z pod siedzenia wyjął butelkę wody i oblał miejsce z robiącym się tatuażem. Poczułam zimną ciecz spływającą po moim ramieniu. Louis jeszcze chwilę przytrzymał papierek gdy po chwili odczepił go od mojej skóry.
-Śliczny.-Skomentowałam.
Lou przybliżył się ponownie do mojego ciała i lekko podmuchał na mokre miejsce. Na ciele poczułam ciarki.
-Punkt trzeci 'Zrobić tatuaż".-Powiedział.
-Sam na to wpadłeś?-Spytałam z niedowierzaniem.
-A wątpisz w to?-Spytał.
-Oczywiście, że nie.-Odpowiedziałam szybko.
-To dobrze.-Mówił z uśmiechem.-Wróćmy do domu.
***
*Louis*
Cassie usnęła w połowie drogi. Zmuszony byłem zanieść ją do domu. Obszedłem auto i udało mi się wyjąć dziewczynę z miejsca pasażera. Otworzyłem drzwi zapasowymi kluczami Cas i wszedłem do domu. Wszyscy już spali. Po cichu wszedłem na górę i wszedłem do naszego pokoju. Musieliśmy dzielić pokój. Było jedno wielkie łóżko. Położyłem drobną dziewczynę na łóżku, zabrałem jedną poduszkę i koc. Na ziemi przygotowałem sobie wcześniej materac i położyłem się na nim.
***
Obudziłem się. Usłyszałem, że Cassie przekręca się co chwilę na skrzypiącym łóżku. Wstałem by sprawdzić czy nic jej nie jest. Była cała spocona, dotknąłem jej czoła, była rozpalona.
-Cassie.-Szepnąłem dotykając ją w ramie.
-Lou...
-Cssi...zaraz dostaniesz coś na gorączkę i będzie w porządku.
*Cassie*
Louis podał mi leki i siedział obok mojego leżącego ciała.
-Nie śpij na podłodze.-Powiedziałam cicho.
-Nie możemy spać razem...
-Dlaczego?-Byłam zdziwiona.
-Obiecałem ci coś.-Odpowiedział patrząc się w moje oczy.
-Ale to nie ma nic do tego, że jesteśmy rodzeństwem. To chyba nic złego.-Odpowiedziałam.
Jeszcze trochę kłóciłam się z nim ale wreszcie się zgodził. Podsunęłam się bliżej ściany, dając mu miejsce na położenie się. Objął mnie ramieniem a ja wtuliłam się w jego ciepły tors.
-A teraz idź już spać.
_____________________________________
Przepraszam, wiem że jest słaby ale piszę go w nocy :/
wtorek, 1 lipca 2014
poniedziałek, 19 maja 2014
sobota, 17 maja 2014
Rozdział 5 "Umiesz to zwalczyć."
*Cassie*
Obudziłam się na moim miękkim łóżku. Przetarłam wewnętrzną stroną dłoni zaspane oczy i usiadłam na materacu. Wzrokiem błądziłam po ścianach pokoju, próbowałam wszystko sobie przypomnieć. Wiem, że nie powinnam myśleć o Luke'u ale dzisiaj byłaby nasza trzecia rocznica. 15 kwietnia. Zaczęłam płakać. Mój wczorajszy make-up rozpłynął się po mojej twarzy razem z mokrymi łzami. Słyszałam jak ktoś idzie na górę po skrzypiących drewnianych schodach. Szybko chwyciłam moją poduszkę i wytarłam w nią resztkę eyeliner'a. Natychmiastowo odwróciłam głowę w stronę drzwi i zobaczyłam Louis'a trzymającego w dłoniach tacę ze śniadaniem.
-Hej.-Powiedziałam głosem ledwo słyszalnym dla ucha.
-Hej.-Uśmiechnął się do mnie.-Mam coś dla ciebie.-Mówił kierując się w stronę mojego łóżka. Usiadł obok mnie a posiłek odłożył na komodę obok łóżka.
-Louis sama mogłam zrobić śnia...-Przerwał mi.
-Nie zrobiłabyś.-Powiedział stanowczo. Miał rację, niestety popadłam w anoreksję.-Ale wszystko da się uratować.-Dokończył.
-A pomożesz mi?-Spytałam spuszczając głowę w dół.
-Nie mam wyjścia.-Wiedziałam, że się mi przygląda.-To tylko dwa miesiące, rozumiesz? Umiesz to zwalczyć.-Mówił szeptem.
-To i tak za dużo.-Podniosłam wzrok i się mu przyglądałam.
***
*Louis*
-Idę do łazienki.-Oznajmiła dziewczyna. Przytaknąłem jej i wyjąłem z kieszeni spodni telefon.
-Cholera!-Wstałem i pobiegłem do łazienki. Dziewczyna klęczała nad toaletą. Podszedłem do niej, złapałem za jej koszulkę i pociągnąłem do góry.
-Chcesz tego!?-Krzyknąłem. Patrzyła na mnie ze strachem w oczach. Wiedziałem, że przygląda się moim tęczówką. Na pewno zrobiły się szare. Nie będę tego ukrywać, jestem na nią wkurwiony!-Proszę bardzo.-Puściłem jej górną część stroju.-Tylko stracisz wszystkich.-Kierowałem się w stronę drzwi. Cassie złapała mnie za rękę i przytrzymała. Szybko ją puściłem i wychodząc trzasnąłem drzwiami. Czy ona nie widzi, że chce jej pomóc?!
*Cassie*
On ma rację. Ale to nie jest takie proste! Ja potrzebuję jego wsparcia a nie darcia mordy! Myśli, że w ten sposób mnie zmotywuje!? Wyszłam z łazienki i wróciłam do pokoju. Podeszłam do szafy i wybrałam strój. Przebrałam się i wyszłam z pokoju. Schodząc po schodach zauważyłam Lou siedzącego na sofie w salonie. Nawet na mnie nie spojrzał. Przyglądałam mu się. Miał włosy w nieładzie, zwykły biały T'shirt i czarne dresy. Wiem, że jest na mnie wściekły. Nagle z kuchni wyszła mama.
-O Cassie jesteś!-Zaczęła.-Wyjeżdżamy do babci!-Mówiła podekscytowana.
-Fajnie pozdrów ją ode mnie.-Mówiłam bez żadnego przejęcia.
-Jedziemy wszyscy.-Teraz to nawet Louis odwrócił wzrok od ekranu telewizora.-Idzcie się pakować bo jeszcze dzisiaj wyjeżdżamy.-Mówiła nadal z podekscytowaniem.-Rozluźnisz się tam-Szepnęła mi do ucha i odeszła. Świetnie! Moim marzeniem było akurat teraz wyjechać do babci! Czemu moja mama ma takie wyczucie czasu!? Czy ona już o wszystkim zapomniała!?
-Chodź się pakować.-Powiedział Lou wstając z kanapy.
-Przepraszam.-Powiedziałam cicho. Brunet podszedł do mnie i spojrzał mi w oczy.
-Mam w dupie twoje przeprosiny.-Mówił szorstko przez zęby.-Nie rób tego dla mnie, tylko dla siebie.-Skończył i poszedł po schodach na górę. Co się z nim stało? Do dzisiaj był taki opiekuńczy i ciepły. Brakuje mi tego. A jeśli on chciał po prostu zrobić dobre wrażenie?
***
Zniosłam swoją walizkę na dół a tata zapakował ją do bagażnika. W porównaniu do mnie Louis zabrał tylko jedną małą torbę sportową.
-Dzieciaki chodźcie jedziemy!-Krzyknęła mama. Dopiłam moją wodę i wsiadłam do samochodu. Po chwili obok mnie znalazł się Lou. Założyłam słuchawki by móc z nikim nie gadać. Gdy zaczęło padać wpatrywałam się w każdą kroplę spływającą po szybie. Po pół godzinnej podróży usnęłam.
***
Poczułam jak ktoś trząsa moim ciałem. Otworzyłam zaspane oczy i rozejrzałam się dookoła. Holmes Chapel.
-Jesteśmy.-Powiedział Lou. Wszystkie wspomnienia wróciły. Tutaj dorastałam, tutaj miałam przyjaciół. Ciekawe czy ktoś z moich znajomych jeszcze tu mieszka. Deszcz ustał a na bezchmurnym niebie zawitała tęcza. Babcia mieszka w małym domku przy rzece. Gdy rozglądałam się po lesie i zielonej łące przypomniałam sobie wszystkie ogniska i budowanie fortów z patyków. Moja mama zapukała do drzwi a po chwili stanęła w nich starsza kobieta. Babcia się tak zmieniła! Jej brązowe długie włosy z przed 3 lat zmieniły swą barwę na siwe i zostały przycięte. Twarz kobiety miała trochę więcej zmarszczek, ale nie można było powiedzieć, że wygląda staro. Babcia miała na sobie spódnicę o kolorze bordo sięgającą aż do ziemi. Obciskująca biała bluzka z krótkim rękawem schowana była w dolną część stroju, a na nosie spoczywały okulary.
-Babciu!-Krzyknęłam i się do niej przytuliłam. Kobieta była trochę niższa ode mnie więc musiałam się schylić. To dziwne bo ja i tak jestem bardzo niska. Gdy mama i John przywitali się z babcią Lou nadal stał zdezorientowany w drzwiach drewnianego domu. Podeszłam do niego i szepnęłam.
-Powiedz "Bardzo mi miło, jestem Louis" i pocałuj w dłoń.-Widziałam, że Louis nie jest przekonany co do mojego planu.-Uwierz, to działa.-Chłopak tak jak doradziłam podszedł do starszej pani i przywita ją.
-Ty jesteś chłopakiem Cassie?-Lou patrzył to na mnie, to na moją babcię.
-Mamo to jest nasz nowy syn.-Odpowiedziała trochę zażenowana całą sytuacją mama.
-Oj przepraszam!-Zaczęła się śmiać.-Nic mi nie mówili.
-Nic się nie stało proszę pani.-Uspokoił ją Lou.
-Babciu? Ok?-On tylko przytaknął. Gdy mama i babcia były pochłonięte rozmową, a Louis i tata wyjmowali bagaże z auta zauważyłam kogoś w salonie. Postać miała męską posturę i burzę loków na głowie. Ręce chłopaka pokryte były różnymi tatuażami a zielone oczy wpatrywały się w ekran telefonu.
-Harry?-Czy to on? Czy on się aż tak zmienił? Chłopak natychmiastowo odwrócił głowę w moją stronę i się uśmiechnął.
-Cassie!-Wstał z kanapy i pobiegł do mnie. Wpadłam mu w ramiona a on okręcił nas wokół własnej osi.
-Nie wierze, że to ty! Tak się zmieniłeś!-Mówiłam podekscytowana. Może wyjazd do babci nie był aż tak złym pomysłem? Kiedy postawił mnie na ziemię zauważyłam metal ozdabiający jego brew i dolną wargę. Bez namysłu palcami wodziłam po jego twarzy dotykając jego piercing'u.
-Podobają ci się?-Miał na myśli kolczyki.
-Wręcz przeciwnie.
-Przyzwyczaisz się.-Mówił nadal z uśmiechem. W ty momencie do salonu wszedł tata i patrzył na Hazzę.
-Harry?-Spytał John.
-Dlaczego wszyscy się tak dziwią?
-Wiesz bardzo się zmieniłeś.-Odpowiedziałam na jego pytanie. Mama weszła z babcią do salonu i momentalnie zamarła.
-Tak mamo to jest Harry i nie musicie się już o to pytać.-Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Usiedliśmy prawie całą rodziną w salonie.
-Gdzie jest Lou?-Spytałam.
-Mówił, że chce trochę poznać okolicę.
***
Opowiedziałam Harry'emu i babci historię z Luke'em. Oczywiście nie obyło się bez łez. Harry mocno przytulał mnie do siebie. Nagle do domu wbiegł rozzłoszczony Louis. Szybko pobiegł po schodach na górę zamykając się w jednym z pokoi. Mama już chciała wstać ale jej przerwałam.
-Ja do niego pójdę.-Już po chwili byłam na górnym piętrze. Na ścianach wisiały obrazy rodzinne i jedno duże lustro. Zaglądałam kolejno do wszystkich pokoi aż trafiłam do tego odpowiedniego. Brunet chodził po pokoju wkurzony.
-Louis co się stało?-Spytałam spokojnie.
-Nie twój interes!-Krzyknął w odpowiedzi po czym usiał na łóżku i wpił wzrok w podłogę. Podeszłam do niego, chciałam wtopić swoje palce w jego włosy i go tym uspokoić ale przerwał to. Złapał mój nadgarstek i popatrzył się na mnie.
-Nie twój pieprzony interes.-Wysyczał przez zęby. Bałam się go, cholernie się go bałam. Miałam świadomość, że może mnie skrzywdzić.-Idź na dół do swojego chłoptasia.
-Czy ty mówisz o Harry'm?-Nie wiedziałam o co mu chodzi.
-Nie o Świętym Piotrze!-Mówił wkurzony.
*Louis*
-LouLou...-Znowu to powiedziała! Czy ona musi się we wszystko mieszać? To prawda widziałem przez okno jak tuliła się z nijakim Harry'm. Na pewni nie jestem zazdrosny! Mam też inne powody, co nie?
-Daj mi spokój i wyjdź.
-Nie wyjdę póki mi czegoś nie obiecasz.-Odpowiedziała stanowczo.
-Słucham?
-Obiecaj mi, że się we mnie nie zakochasz.-Chyba już za późno. Patrzyłem na nią niezrozumiale. Czy ona chce ze mną być czy nie? Chyba nigdy jej nie zrozumiem!
-Obiecuję.
Kom=Motywacja :*
Obudziłam się na moim miękkim łóżku. Przetarłam wewnętrzną stroną dłoni zaspane oczy i usiadłam na materacu. Wzrokiem błądziłam po ścianach pokoju, próbowałam wszystko sobie przypomnieć. Wiem, że nie powinnam myśleć o Luke'u ale dzisiaj byłaby nasza trzecia rocznica. 15 kwietnia. Zaczęłam płakać. Mój wczorajszy make-up rozpłynął się po mojej twarzy razem z mokrymi łzami. Słyszałam jak ktoś idzie na górę po skrzypiących drewnianych schodach. Szybko chwyciłam moją poduszkę i wytarłam w nią resztkę eyeliner'a. Natychmiastowo odwróciłam głowę w stronę drzwi i zobaczyłam Louis'a trzymającego w dłoniach tacę ze śniadaniem.
-Hej.-Powiedziałam głosem ledwo słyszalnym dla ucha.
-Hej.-Uśmiechnął się do mnie.-Mam coś dla ciebie.-Mówił kierując się w stronę mojego łóżka. Usiadł obok mnie a posiłek odłożył na komodę obok łóżka.
-Louis sama mogłam zrobić śnia...-Przerwał mi.
-Nie zrobiłabyś.-Powiedział stanowczo. Miał rację, niestety popadłam w anoreksję.-Ale wszystko da się uratować.-Dokończył.
-A pomożesz mi?-Spytałam spuszczając głowę w dół.
-Nie mam wyjścia.-Wiedziałam, że się mi przygląda.-To tylko dwa miesiące, rozumiesz? Umiesz to zwalczyć.-Mówił szeptem.
-To i tak za dużo.-Podniosłam wzrok i się mu przyglądałam.
***
*Louis*
-Idę do łazienki.-Oznajmiła dziewczyna. Przytaknąłem jej i wyjąłem z kieszeni spodni telefon.
-Cholera!-Wstałem i pobiegłem do łazienki. Dziewczyna klęczała nad toaletą. Podszedłem do niej, złapałem za jej koszulkę i pociągnąłem do góry.-Chcesz tego!?-Krzyknąłem. Patrzyła na mnie ze strachem w oczach. Wiedziałem, że przygląda się moim tęczówką. Na pewno zrobiły się szare. Nie będę tego ukrywać, jestem na nią wkurwiony!-Proszę bardzo.-Puściłem jej górną część stroju.-Tylko stracisz wszystkich.-Kierowałem się w stronę drzwi. Cassie złapała mnie za rękę i przytrzymała. Szybko ją puściłem i wychodząc trzasnąłem drzwiami. Czy ona nie widzi, że chce jej pomóc?!
*Cassie*
On ma rację. Ale to nie jest takie proste! Ja potrzebuję jego wsparcia a nie darcia mordy! Myśli, że w ten sposób mnie zmotywuje!? Wyszłam z łazienki i wróciłam do pokoju. Podeszłam do szafy i wybrałam strój. Przebrałam się i wyszłam z pokoju. Schodząc po schodach zauważyłam Lou siedzącego na sofie w salonie. Nawet na mnie nie spojrzał. Przyglądałam mu się. Miał włosy w nieładzie, zwykły biały T'shirt i czarne dresy. Wiem, że jest na mnie wściekły. Nagle z kuchni wyszła mama.
-O Cassie jesteś!-Zaczęła.-Wyjeżdżamy do babci!-Mówiła podekscytowana.
-Fajnie pozdrów ją ode mnie.-Mówiłam bez żadnego przejęcia.
-Jedziemy wszyscy.-Teraz to nawet Louis odwrócił wzrok od ekranu telewizora.-Idzcie się pakować bo jeszcze dzisiaj wyjeżdżamy.-Mówiła nadal z podekscytowaniem.-Rozluźnisz się tam-Szepnęła mi do ucha i odeszła. Świetnie! Moim marzeniem było akurat teraz wyjechać do babci! Czemu moja mama ma takie wyczucie czasu!? Czy ona już o wszystkim zapomniała!?
-Chodź się pakować.-Powiedział Lou wstając z kanapy.
-Przepraszam.-Powiedziałam cicho. Brunet podszedł do mnie i spojrzał mi w oczy.
-Mam w dupie twoje przeprosiny.-Mówił szorstko przez zęby.-Nie rób tego dla mnie, tylko dla siebie.-Skończył i poszedł po schodach na górę. Co się z nim stało? Do dzisiaj był taki opiekuńczy i ciepły. Brakuje mi tego. A jeśli on chciał po prostu zrobić dobre wrażenie?
***
Zniosłam swoją walizkę na dół a tata zapakował ją do bagażnika. W porównaniu do mnie Louis zabrał tylko jedną małą torbę sportową.-Dzieciaki chodźcie jedziemy!-Krzyknęła mama. Dopiłam moją wodę i wsiadłam do samochodu. Po chwili obok mnie znalazł się Lou. Założyłam słuchawki by móc z nikim nie gadać. Gdy zaczęło padać wpatrywałam się w każdą kroplę spływającą po szybie. Po pół godzinnej podróży usnęłam.
***
Poczułam jak ktoś trząsa moim ciałem. Otworzyłam zaspane oczy i rozejrzałam się dookoła. Holmes Chapel.
-Jesteśmy.-Powiedział Lou. Wszystkie wspomnienia wróciły. Tutaj dorastałam, tutaj miałam przyjaciół. Ciekawe czy ktoś z moich znajomych jeszcze tu mieszka. Deszcz ustał a na bezchmurnym niebie zawitała tęcza. Babcia mieszka w małym domku przy rzece. Gdy rozglądałam się po lesie i zielonej łące przypomniałam sobie wszystkie ogniska i budowanie fortów z patyków. Moja mama zapukała do drzwi a po chwili stanęła w nich starsza kobieta. Babcia się tak zmieniła! Jej brązowe długie włosy z przed 3 lat zmieniły swą barwę na siwe i zostały przycięte. Twarz kobiety miała trochę więcej zmarszczek, ale nie można było powiedzieć, że wygląda staro. Babcia miała na sobie spódnicę o kolorze bordo sięgającą aż do ziemi. Obciskująca biała bluzka z krótkim rękawem schowana była w dolną część stroju, a na nosie spoczywały okulary.
-Babciu!-Krzyknęłam i się do niej przytuliłam. Kobieta była trochę niższa ode mnie więc musiałam się schylić. To dziwne bo ja i tak jestem bardzo niska. Gdy mama i John przywitali się z babcią Lou nadal stał zdezorientowany w drzwiach drewnianego domu. Podeszłam do niego i szepnęłam.
-Powiedz "Bardzo mi miło, jestem Louis" i pocałuj w dłoń.-Widziałam, że Louis nie jest przekonany co do mojego planu.-Uwierz, to działa.-Chłopak tak jak doradziłam podszedł do starszej pani i przywita ją.
-Ty jesteś chłopakiem Cassie?-Lou patrzył to na mnie, to na moją babcię.
-Mamo to jest nasz nowy syn.-Odpowiedziała trochę zażenowana całą sytuacją mama.
-Oj przepraszam!-Zaczęła się śmiać.-Nic mi nie mówili.
-Nic się nie stało proszę pani.-Uspokoił ją Lou.
-Babciu? Ok?-On tylko przytaknął. Gdy mama i babcia były pochłonięte rozmową, a Louis i tata wyjmowali bagaże z auta zauważyłam kogoś w salonie. Postać miała męską posturę i burzę loków na głowie. Ręce chłopaka pokryte były różnymi tatuażami a zielone oczy wpatrywały się w ekran telefonu.-Harry?-Czy to on? Czy on się aż tak zmienił? Chłopak natychmiastowo odwrócił głowę w moją stronę i się uśmiechnął.
-Cassie!-Wstał z kanapy i pobiegł do mnie. Wpadłam mu w ramiona a on okręcił nas wokół własnej osi.
-Nie wierze, że to ty! Tak się zmieniłeś!-Mówiłam podekscytowana. Może wyjazd do babci nie był aż tak złym pomysłem? Kiedy postawił mnie na ziemię zauważyłam metal ozdabiający jego brew i dolną wargę. Bez namysłu palcami wodziłam po jego twarzy dotykając jego piercing'u.
-Podobają ci się?-Miał na myśli kolczyki.
-Wręcz przeciwnie.
-Przyzwyczaisz się.-Mówił nadal z uśmiechem. W ty momencie do salonu wszedł tata i patrzył na Hazzę.
-Harry?-Spytał John.
-Dlaczego wszyscy się tak dziwią?
-Wiesz bardzo się zmieniłeś.-Odpowiedziałam na jego pytanie. Mama weszła z babcią do salonu i momentalnie zamarła.
-Tak mamo to jest Harry i nie musicie się już o to pytać.-Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Usiedliśmy prawie całą rodziną w salonie.
-Gdzie jest Lou?-Spytałam.
-Mówił, że chce trochę poznać okolicę.
***
Opowiedziałam Harry'emu i babci historię z Luke'em. Oczywiście nie obyło się bez łez. Harry mocno przytulał mnie do siebie. Nagle do domu wbiegł rozzłoszczony Louis. Szybko pobiegł po schodach na górę zamykając się w jednym z pokoi. Mama już chciała wstać ale jej przerwałam.
-Ja do niego pójdę.-Już po chwili byłam na górnym piętrze. Na ścianach wisiały obrazy rodzinne i jedno duże lustro. Zaglądałam kolejno do wszystkich pokoi aż trafiłam do tego odpowiedniego. Brunet chodził po pokoju wkurzony.
-Louis co się stało?-Spytałam spokojnie.
-Nie twój interes!-Krzyknął w odpowiedzi po czym usiał na łóżku i wpił wzrok w podłogę. Podeszłam do niego, chciałam wtopić swoje palce w jego włosy i go tym uspokoić ale przerwał to. Złapał mój nadgarstek i popatrzył się na mnie.
-Nie twój pieprzony interes.-Wysyczał przez zęby. Bałam się go, cholernie się go bałam. Miałam świadomość, że może mnie skrzywdzić.-Idź na dół do swojego chłoptasia.
-Czy ty mówisz o Harry'm?-Nie wiedziałam o co mu chodzi.
-Nie o Świętym Piotrze!-Mówił wkurzony.
*Louis*
-LouLou...-Znowu to powiedziała! Czy ona musi się we wszystko mieszać? To prawda widziałem przez okno jak tuliła się z nijakim Harry'm. Na pewni nie jestem zazdrosny! Mam też inne powody, co nie?
-Daj mi spokój i wyjdź.
-Nie wyjdę póki mi czegoś nie obiecasz.-Odpowiedziała stanowczo.
-Słucham?
-Obiecaj mi, że się we mnie nie zakochasz.-Chyba już za późno. Patrzyłem na nią niezrozumiale. Czy ona chce ze mną być czy nie? Chyba nigdy jej nie zrozumiem!
-Obiecuję.
Kom=Motywacja :*
niedziela, 4 maja 2014
Rozdział 4. "Sala 134"
*Cassie*
Gdy nagle moi rodzice wbiegli z hukiem do mojego pokoju.
-Cassie, wstawaj!-Krzyczała do mnie mama.
-Co się stało?-Spytałam zaspana.
-Luke jest w szpitalu.-Powiedział spokojniej John.
-A ja mam to w dupie!-Powiedziałam stanowczo. Rodzice spojrzeli na mnie zdezorientowani. No tak, nic nie wiedzą.
-Mamo...-Już miałam mówić gdy zobaczyłam jak Louis stoi w drzwiach mojego pokoju. Miał rozczochrane włosy i przymknięte oczy ze zmęczenia, a i tak wyglądał jak anioł.
-Co się dzieje?-Mówił przez chrypkę. O mój boże, jakie to było seksowne. W środku się rozpłynęłam pod wpływem jego głosu ale musiałam wytłumaczyć mamie co się na prawdę dzieje.
-Mamo słuchaj...-Zaczęłam.
-Nie ma "słuchaj".Jedziesz z nami tylko się ubierz!-Skończyła nasz dialog i wyszła z pokoju. Louis nadal stał w drzwiach.
-Wytłumaczysz mi o co tu chodzi?-Wymagał ode mnie wyjaśnień.
-Luke jest w szpitalu.-Powtórzyłam słowa mojego "taty".
-A co mu...
-Nie wiem!-Krzyknęłam przez co nie dałam mu dokończyć.
-Wstawaj.-Powiedział pewnie. Patrzyłam na niego z niezrozumieniem.-Wstawaj!-Powtórzył głośniejszym tonem. A ja posłysznie się podniosłam. Widział przerażenie w moich oczach.
-Louis boję się.-Oznajmiłam i spóściłam głowę.-Nie chce jechać tam...-Tym razem on nie dał mi dokończyć.
-Nie pojedziesz tam sama. Jadę z tobą, i przemówię mu do tego pustego łba.-Powiedział stanowczo. Chciałam mu już odpowedzieć ale zniknął mi z oczu. Podeszłam do szafy i szybko zabrałam ubrania. Poprawiłam makijaz i wyszłam. Przed drzwiami stał Louis.
-Nie chce tam jechać. Po co? Nie jesteśmy razem.-Powiedziałam spokojnie podchodząc do chłopaka.
-Spokojnie będe przy tobie, nawet cię nie tknie.-Powiedzaił przytulając mnie. Jego głos pocieszał mnie w każdej sytuacji. Był pierwszym chłopakiem przy, którym czułam się bezpiecznie.
-Cassie!-Usłyszałam krzyk mamy.
-Już idę.-Mruknęłam pod nosem. Założyłam buty i wyszłam. Nie brałam kurtki bo uważałam, że na nic mi ona. Rodzice usiedli z przodu a ja z Lou z tyłu. John starał się jechać szybciej ale nie mógł przez znak prędkości. Nawet dobrze miałam więcej czasu na przemyślenie tego co powiem. Bardzo dobrze znam Luke'a i pewnie to on głównie będzie prowadził dialog. Ale co mu się do cholery stało?!
-Mamo...-Zaczęłam niepewnie.-Dlaczego trafił do szpitala?-Zapytałam.
-Jego mama mówiła, że mocne pobicie, złamane żebro i próba samobójcza.-Patrzyłam na nią z niedowierzeniam. Próba samobójcza?!
-Chce się popisać.-szepnął mi do ucha Lou.-Odpręż się.-Zamruczał mi do ucha i położył swoją dłoń na moim kolanie. On chyba nie zdaje sobie sprawy jak na mnie działa. Wiem, że nie chce się ze mną wiązać, rozumiem w końcu jesteśmy "rodzeństwem" ale ja tak nie potrafie. To co stało się zaledwie godzinę temu ciągle zajmuje całe moje myśli. Przez moje zamyślenie nie zauważyłam, że jesteśmy już pod szpitalem. Wyszłam szybko i weszłam do ogromniego budynku. Chciałam by jego rodzice wiedzieli jak mnie zranił i, że nie zamierzam tutaj być. Niestety kiedy zobaczyłam jego mamę całą zapłakaną, poprostu nie potrafiłam jej tego powiedzieć. Nie chce aby teraz pod czas pobytu jej syna w szpitalu ktoś jej jeszcze dokopał. Nie umiem tego zrobić. Po prostu bez słowa usiadłam obok niej i ją przytuliłam.
-Wszystko będzie dobrze.-Powiedziałam do niej.-Niech się pani nie martwi, lekarze wiedzą co robią.-Nie wiedziłam co jej powiedzieć, bo nie obchodziło mnie to co się teraz stanie. Wstałam i podeszłam do jednej z pielengnarek.
-Przepraszam, w której sali jest Luke Hemmings?
-Sala 134.-Odpowiedziała krótko.
-Dziękuję.-Wjechałam windą na drugie piętro i szukałam sali nr.134. 125...132...134, jest! Wesząłm bez pukania do sali. Luke leżał na szpitalnym łóżku i robił coś na telefonie.
-Wyjaśnisz mi o co tu chodzi?!-Krzyknęłam.
-O a kto my tutaj mamy?-Powiedział pytaniem na pytanie.
-Nie baw się tak ze mną!-Zawsze bałam się na niego podnieść głos ale wiem,że teraz mam przewagę.
-Zrobiłem to dlatego, że jesteś moja rozumiesz?!-Krzyknął.
-Co ty piprzysz człowieku!-Patrzyłam na niego z zdezorientowaniem.-Nie jestem jakąś zabawką!
-Oczywiście, że jesteś.-Uśmiechnął się głupio. Podeszłam do łóżka i chciałam go uderzyć w twarz. Niestety chłopak złapał moją rękę i trzymał w mocnym uścisku...za mocnym.
-Będziesz teraz przy mnie dzień i noc, rozumiesz?-Mówił przez zaciśnięte zęby.-Nie wyjdziesz z tąd.- Zadzwonił mi telefon, ratunek! Wyrwałam mu się i odeszłam od łóżka. Przeszukałam całą torebkę by po chwili odnaleźć telefon. Louis.
-Cassie gdzie ty jeste...
-2 piętro sala 134, szybko!
-Co siędzieje!?-Usłyszałam jego zmartwienie.
-Podejdź tu!-Krzyknął Luke.
-Cassie już idę,czekaj tam na mnie!-Usłyszałam już tylko pikanie co oznaczało koniec rozmowy.
-Myślisz, że jestem taki słaby i do ciebie nie wstane!?-Po chwili chłopak podniusł się i podszedł do mnie.-Jesteś moja,rozumiesz?!-Krzyknął i uderzył mnie w twarz. Poczułam pieczenie na prawym poliszku. Kolejne uderzenia kierował w brzuch. Syczałam z bulu, nie potrafiłam się obronić. Chłopak przytrzymał mnie i przycisnął do ściany. Przycisnął swoje usta do mojej szyji i zagryzł zębami jedno miejsce. Zassał mocno moją delikatną skórę i zostawił po sobie czerwony ślad. Odsunął się ode mnie kiedy usłyszał otwierające się drzwi. Na szczęście był to Louis.
-Lou!-Podbiegłam do niego i wtuliłam się jego ciepły tors.
-Spokojnie już wszystko dobrze, jestem tu.-Szepnął mi do ucha. Zerknęłam na Luka i widziałam jak siedzi na łóżku i skomla z bulu. No tak złamane żebro. Sam sobie zaszkodził. Szybko wyszliśmy z sali a ja usiadłam na jednym z krzesełek będących na holu. Schowałam twarz w dłonie i zaczęłam płakać. Poczułam jak Louis siada obok mnie. Uniusł moją głowę lecz nie odwrócił jej abyśmy patrzyli sobie w oczy. Uświadomiłam sobie, że patrzy na malinkę, która została zrobiona przez Luke'a. Wiedziałam, że go to boli.
-Gdybym przybiegł wcześniej, gdybym mógł coś zrobić. Patrzył na jeszcze czerwone miejsce. Odwrócił moja głowę w jego stronę i przyglądał mi się.
*Louis*
-Zrobiłeś.-Odpowiedziała mi niepewnie.-Uratowałeś mnie, mógł zrobić w tej sali coś gorszego.-Dokończyła.
-Zabiję go.-Powiedziałem pewnie.
-Louis, proszę...
-Co!? Nie widzisz co on ci zrobił?!-Wstałęm i uniosłem się.
-LouLou...-Powiedziała cicho. Znowu to zrobiła. Znowu ma nade mną kontrolę. Jak ona to robi? Popatrzyłem na nią, moje oczy znowu nabrały niebieskiego koloru. Usłyszałem kroki, rodzice Cassie.
-Kochanie!-Krzyknęła jej mama z drugiego końca korytarza. Dziewczyna odwróciła się przerywając kontakt wzrokowy ze mną.
-Mamo.-Odpowiedziała cicho i przytuliła się do swojej rodzicielki.-Prosze jedźmy z tąd.
-Spokojnie już wszystko wiem. Przepraszam skarbie.-John podszedł do mnie i złapał mnie za ramię.
-Uratowałeś ją.-Wyszeptałjakby ta informacja była przeznaczona tylko dla mnie.-Dziękuję.-Przytulił mnie po męsku. Wreszcie zobaczyłem, że naprawde im zależy na Cassie. Moi rodzice byli alkocholikami, a siostra musiała zatrudnić się w agencji towarzyskiej aby zarabiać na rodzinę. Pamiętam jaki ból był w jej oczach kiedy wracała do domu.
-W końcu to moja siostra.-Odpowiedziałem. No właśnie "siostra". Dlaczego ja muszę mieć najgorzej w życiu? Wreszcie poznałem dziewczynę ale nie moge z nią być. W drodze do samochodu ciągle zerkałem na dziewczynę wtuloną w swoją mamę. Dlaczego ja nie mogłem nigdy przytulić się do własnej mamy? Przecież miałem do tego prawo,tak?
*Cassie*
Mieliśmy juz wychodzić ze szpitala gdy mama Luke'a do mnie podeszła.
-Wiem, że on ci to zrobił.-Miała na myśli syna.-Przepraszam.-Widziałam łzy w jej oczach.
-Przepraszam, ale musimy iść.-Odpowiedziała moja mama i kontynuowaliśmy drogę do auta. Moja mama puściła mnie ze swojego uścistku i poedeszła do John'a by szukać samochodu. Było już ciemno a ja poczułam falę zimna przechodzącą przez moje ciało. Po chwili ktoś położył na moje ramiona skórzaną kórtkę. Louis.
-Będzie ci zimno.-Odwróciłam się w jego stronę.
-Tobie bedzie bardziej potrzebna.-Uśmiechnęłam sie do niego ciepło a on odwzajemnił gest ukazując swoje białe równe zęby. Czy on musi być tak idealny? Cassie daj sobie z nim spokój, i tak nie możecie być razem! Tak to niestety prawda. Wsiedliśmy do samochodu i rószyliśmy w drogę powrotną do domu. Oparłam się o ramie Louis'a i momentalnie zasnęłam.
_______________________
Kom=Motywacja :*
Gdy nagle moi rodzice wbiegli z hukiem do mojego pokoju.
-Cassie, wstawaj!-Krzyczała do mnie mama.
-Co się stało?-Spytałam zaspana.
-Luke jest w szpitalu.-Powiedział spokojniej John.
-A ja mam to w dupie!-Powiedziałam stanowczo. Rodzice spojrzeli na mnie zdezorientowani. No tak, nic nie wiedzą.
-Mamo...-Już miałam mówić gdy zobaczyłam jak Louis stoi w drzwiach mojego pokoju. Miał rozczochrane włosy i przymknięte oczy ze zmęczenia, a i tak wyglądał jak anioł.
-Co się dzieje?-Mówił przez chrypkę. O mój boże, jakie to było seksowne. W środku się rozpłynęłam pod wpływem jego głosu ale musiałam wytłumaczyć mamie co się na prawdę dzieje.
-Mamo słuchaj...-Zaczęłam.
-Nie ma "słuchaj".Jedziesz z nami tylko się ubierz!-Skończyła nasz dialog i wyszła z pokoju. Louis nadal stał w drzwiach.
-Wytłumaczysz mi o co tu chodzi?-Wymagał ode mnie wyjaśnień.
-Luke jest w szpitalu.-Powtórzyłam słowa mojego "taty".
-A co mu...
-Nie wiem!-Krzyknęłam przez co nie dałam mu dokończyć.
-Wstawaj.-Powiedział pewnie. Patrzyłam na niego z niezrozumieniem.-Wstawaj!-Powtórzył głośniejszym tonem. A ja posłysznie się podniosłam. Widział przerażenie w moich oczach.
-Louis boję się.-Oznajmiłam i spóściłam głowę.-Nie chce jechać tam...-Tym razem on nie dał mi dokończyć.
-Nie pojedziesz tam sama. Jadę z tobą, i przemówię mu do tego pustego łba.-Powiedział stanowczo. Chciałam mu już odpowedzieć ale zniknął mi z oczu. Podeszłam do szafy i szybko zabrałam ubrania. Poprawiłam makijaz i wyszłam. Przed drzwiami stał Louis.
-Nie chce tam jechać. Po co? Nie jesteśmy razem.-Powiedziałam spokojnie podchodząc do chłopaka.
-Spokojnie będe przy tobie, nawet cię nie tknie.-Powiedzaił przytulając mnie. Jego głos pocieszał mnie w każdej sytuacji. Był pierwszym chłopakiem przy, którym czułam się bezpiecznie.
-Cassie!-Usłyszałam krzyk mamy.
-Już idę.-Mruknęłam pod nosem. Założyłam buty i wyszłam. Nie brałam kurtki bo uważałam, że na nic mi ona. Rodzice usiedli z przodu a ja z Lou z tyłu. John starał się jechać szybciej ale nie mógł przez znak prędkości. Nawet dobrze miałam więcej czasu na przemyślenie tego co powiem. Bardzo dobrze znam Luke'a i pewnie to on głównie będzie prowadził dialog. Ale co mu się do cholery stało?!
-Mamo...-Zaczęłam niepewnie.-Dlaczego trafił do szpitala?-Zapytałam.
-Jego mama mówiła, że mocne pobicie, złamane żebro i próba samobójcza.-Patrzyłam na nią z niedowierzeniam. Próba samobójcza?!
-Chce się popisać.-szepnął mi do ucha Lou.-Odpręż się.-Zamruczał mi do ucha i położył swoją dłoń na moim kolanie. On chyba nie zdaje sobie sprawy jak na mnie działa. Wiem, że nie chce się ze mną wiązać, rozumiem w końcu jesteśmy "rodzeństwem" ale ja tak nie potrafie. To co stało się zaledwie godzinę temu ciągle zajmuje całe moje myśli. Przez moje zamyślenie nie zauważyłam, że jesteśmy już pod szpitalem. Wyszłam szybko i weszłam do ogromniego budynku. Chciałam by jego rodzice wiedzieli jak mnie zranił i, że nie zamierzam tutaj być. Niestety kiedy zobaczyłam jego mamę całą zapłakaną, poprostu nie potrafiłam jej tego powiedzieć. Nie chce aby teraz pod czas pobytu jej syna w szpitalu ktoś jej jeszcze dokopał. Nie umiem tego zrobić. Po prostu bez słowa usiadłam obok niej i ją przytuliłam.
-Wszystko będzie dobrze.-Powiedziałam do niej.-Niech się pani nie martwi, lekarze wiedzą co robią.-Nie wiedziłam co jej powiedzieć, bo nie obchodziło mnie to co się teraz stanie. Wstałam i podeszłam do jednej z pielengnarek.
-Przepraszam, w której sali jest Luke Hemmings?
-Sala 134.-Odpowiedziała krótko.
-Dziękuję.-Wjechałam windą na drugie piętro i szukałam sali nr.134. 125...132...134, jest! Wesząłm bez pukania do sali. Luke leżał na szpitalnym łóżku i robił coś na telefonie.
-Wyjaśnisz mi o co tu chodzi?!-Krzyknęłam.
-O a kto my tutaj mamy?-Powiedział pytaniem na pytanie.
-Nie baw się tak ze mną!-Zawsze bałam się na niego podnieść głos ale wiem,że teraz mam przewagę.-Zrobiłem to dlatego, że jesteś moja rozumiesz?!-Krzyknął.
-Co ty piprzysz człowieku!-Patrzyłam na niego z zdezorientowaniem.-Nie jestem jakąś zabawką!
-Oczywiście, że jesteś.-Uśmiechnął się głupio. Podeszłam do łóżka i chciałam go uderzyć w twarz. Niestety chłopak złapał moją rękę i trzymał w mocnym uścisku...za mocnym.
-Będziesz teraz przy mnie dzień i noc, rozumiesz?-Mówił przez zaciśnięte zęby.-Nie wyjdziesz z tąd.- Zadzwonił mi telefon, ratunek! Wyrwałam mu się i odeszłam od łóżka. Przeszukałam całą torebkę by po chwili odnaleźć telefon. Louis.
-Cassie gdzie ty jeste...
-2 piętro sala 134, szybko!
-Co siędzieje!?-Usłyszałam jego zmartwienie.
-Podejdź tu!-Krzyknął Luke.
-Cassie już idę,czekaj tam na mnie!-Usłyszałam już tylko pikanie co oznaczało koniec rozmowy.
-Myślisz, że jestem taki słaby i do ciebie nie wstane!?-Po chwili chłopak podniusł się i podszedł do mnie.-Jesteś moja,rozumiesz?!-Krzyknął i uderzył mnie w twarz. Poczułam pieczenie na prawym poliszku. Kolejne uderzenia kierował w brzuch. Syczałam z bulu, nie potrafiłam się obronić. Chłopak przytrzymał mnie i przycisnął do ściany. Przycisnął swoje usta do mojej szyji i zagryzł zębami jedno miejsce. Zassał mocno moją delikatną skórę i zostawił po sobie czerwony ślad. Odsunął się ode mnie kiedy usłyszał otwierające się drzwi. Na szczęście był to Louis.-Lou!-Podbiegłam do niego i wtuliłam się jego ciepły tors.
-Spokojnie już wszystko dobrze, jestem tu.-Szepnął mi do ucha. Zerknęłam na Luka i widziałam jak siedzi na łóżku i skomla z bulu. No tak złamane żebro. Sam sobie zaszkodził. Szybko wyszliśmy z sali a ja usiadłam na jednym z krzesełek będących na holu. Schowałam twarz w dłonie i zaczęłam płakać. Poczułam jak Louis siada obok mnie. Uniusł moją głowę lecz nie odwrócił jej abyśmy patrzyli sobie w oczy. Uświadomiłam sobie, że patrzy na malinkę, która została zrobiona przez Luke'a. Wiedziałam, że go to boli.
-Gdybym przybiegł wcześniej, gdybym mógł coś zrobić. Patrzył na jeszcze czerwone miejsce. Odwrócił moja głowę w jego stronę i przyglądał mi się.
*Louis*
-Zrobiłeś.-Odpowiedziała mi niepewnie.-Uratowałeś mnie, mógł zrobić w tej sali coś gorszego.-Dokończyła.
-Zabiję go.-Powiedziałem pewnie.
-Louis, proszę...
-Co!? Nie widzisz co on ci zrobił?!-Wstałęm i uniosłem się.
-LouLou...-Powiedziała cicho. Znowu to zrobiła. Znowu ma nade mną kontrolę. Jak ona to robi? Popatrzyłem na nią, moje oczy znowu nabrały niebieskiego koloru. Usłyszałem kroki, rodzice Cassie.
-Kochanie!-Krzyknęła jej mama z drugiego końca korytarza. Dziewczyna odwróciła się przerywając kontakt wzrokowy ze mną.
-Mamo.-Odpowiedziała cicho i przytuliła się do swojej rodzicielki.-Prosze jedźmy z tąd.
-Spokojnie już wszystko wiem. Przepraszam skarbie.-John podszedł do mnie i złapał mnie za ramię.
-Uratowałeś ją.-Wyszeptałjakby ta informacja była przeznaczona tylko dla mnie.-Dziękuję.-Przytulił mnie po męsku. Wreszcie zobaczyłem, że naprawde im zależy na Cassie. Moi rodzice byli alkocholikami, a siostra musiała zatrudnić się w agencji towarzyskiej aby zarabiać na rodzinę. Pamiętam jaki ból był w jej oczach kiedy wracała do domu.
-W końcu to moja siostra.-Odpowiedziałem. No właśnie "siostra". Dlaczego ja muszę mieć najgorzej w życiu? Wreszcie poznałem dziewczynę ale nie moge z nią być. W drodze do samochodu ciągle zerkałem na dziewczynę wtuloną w swoją mamę. Dlaczego ja nie mogłem nigdy przytulić się do własnej mamy? Przecież miałem do tego prawo,tak?
*Cassie*
Mieliśmy juz wychodzić ze szpitala gdy mama Luke'a do mnie podeszła.
-Wiem, że on ci to zrobił.-Miała na myśli syna.-Przepraszam.-Widziałam łzy w jej oczach.
-Przepraszam, ale musimy iść.-Odpowiedziała moja mama i kontynuowaliśmy drogę do auta. Moja mama puściła mnie ze swojego uścistku i poedeszła do John'a by szukać samochodu. Było już ciemno a ja poczułam falę zimna przechodzącą przez moje ciało. Po chwili ktoś położył na moje ramiona skórzaną kórtkę. Louis.
-Będzie ci zimno.-Odwróciłam się w jego stronę.
-Tobie bedzie bardziej potrzebna.-Uśmiechnęłam sie do niego ciepło a on odwzajemnił gest ukazując swoje białe równe zęby. Czy on musi być tak idealny? Cassie daj sobie z nim spokój, i tak nie możecie być razem! Tak to niestety prawda. Wsiedliśmy do samochodu i rószyliśmy w drogę powrotną do domu. Oparłam się o ramie Louis'a i momentalnie zasnęłam.
_______________________
Kom=Motywacja :*
czwartek, 1 maja 2014
Rozdział 3. "Jesteś zbyt słaba."
*Louis*
Obudziłem się. Powili i bez pośpiechu otworzyłem najpierw lewą, a później prawą powiekę. Rozejrzałem się po pomieszczeniu aby przypomnieć co stało się wczoraj. Cassie, kawiarnia, spacer, próba gwałtu... Dopiero teraz usłyszałem jak dziewczyna pomrukuje przez sen. Uświadomiłem sobie, że w czasie moich przemyśleń moja głoń non stop właskała włosy dziewczyny. Postanowiłęm zostawić ją samą i pójść do kuchni. Schodząc po schodach zastanawiałem się co Cassie powie swojej mamie. Boje się, że jak zobaczą niezliczoną ilość siniaków na jej ciele pomyślą, że coś jej zrobiłem. W głębi duszy nie chciałem tego, nie chciałem być ponownie wysłany do domu dziecka. Obiecali mi, że wreszcie będę miał rodzinę, i że będę szczęśliwy. Te myśli błąkały się po całej mojej głowie podczas gdy przygotowywałem śniadanie dla dwuch osób. Gdy usmażyłem ostatniego naleśnika, kątem oka zobaczyłem damską postać wchodzącą do kuchni. Cassie.
-Ooo zrobiłeś naleśniki!-Powiedziała z entuzjazmem. Może stara się zapomnieć o tym co stało się wczoraj?
-Chodź do stołu.-Odpowiedziłem.

*Cassie*
Po zjedzonym posiłku poszłam do swojego pokoju i zabrałam ciuchy po czym poszłam do łazienki. Przebrałam się w ubrania i przyglądałam się swojemu lustrzanemu odbiciu. Przed oczami nadal miałam wczorajszy wieczór. Chciałam być silna i nie płakać więc szybko sięgnełam do kosmetyczki i umalowałam się. Zeszłam na dół ale zdziwiłam się bo nie zobaczyłam tam mojego brata. Usiadłam więc na sofie w salonie i włączyłam telewizor. Pokazywali akurat powtórkę "X Factor" poogląładałm trochę aż usłyszałam za sobą kroki już ubranego bruneta. Miał na sobie bluzke z "Marvel" i dzinsy. Dosiadł się do mnie ale żadne z nas nie zaczęło rozmowy. Usłyszałam dzwonek do drzwi, wstałam z kanapy i szłam w stronę dochodzącego głosu. Otworzyłam je bez zastanowienia.
-Luke!-Rzyciłam się w ramiona mojemu chłopakowi, oczywiście nie obyło się bez mocnego przytulasa. Jęknełam cicho poczułam rękę chłopaka, która uciska jeden z moich jeszcze bolących siniaków.
Chłopak na szczęście nic nie usłyszał. Wreszcie puścił mnie ze swojego mocnego uścisku.-Musisz kogoś poznać.-Złapałam go natychmiastowo za rękę i prowadziłam w stronę salonu.Na szczęście niebieskooki nadal tam był.-Louis, to jest Luke.-Brunet podszedł w naszą stronę.-Mój chłopak.
*Louis*
-Mój chłopak.-Podałem rękę blondynowi z niechęcią wymalowaną na twarzy. Dlaczego mi nic nie powiedziała? Szczerze może i jestem wściekły albo zły. Sam nie wiem ale jakoś nie podoba mi się ten chłopak.
-Louis.
-Luke.- Luke..Luke...Luke...tak wiem! Kiedyś na jednej z imprez widziałem go jak handlował narkotykami, jakiś czas też było głośno o tym w różnych szkołach. Nie wiem czy mówił o tym Cassie ale jeśli on tego nie zrobi, ja to zrobie.
-Louis my wychodzimy a rodzice wrócą około 21:00.
-Cassie, to twój nowy brat?-Zapytał z głupim uuśmiechem. A po co mu to do życia?!
-Tak a coś nie pasuje?-Zmierzyłęm go wzrokiem, dopiero teraz uśmiech zszedł z jego twarzy. Kiedy kierowali się do wyjścia zauważyłem, że Cassie jest bardzo chuda, za chuda. Pewnie mi się wydaje albo jest na jakiejś niezłej diecie. Wyszli. Poprostu wyszli. Wróciłem do salonu i starałem się skupić na filmie, no właśnie starałęm się. Moje myśli nie dawały mi spokoju. Czy ja jestem o nią... zazdrosny? Nie, to nie możliwe! Przecież do jest moja siostra, a nie dziewczyna!
*Cassie*
Wkurzało mnie to, że Luke ciągle gapił się na inne dziewczyny. Wiem, że nie potrafię zaspokoić jego potrzeb. Założę się, że nie raz mnie zdradził.
-Możesz przestać.-Bardziej oznajmiłam niż spytałam.
-O co ci chodzi?-Nie odwócił wzroku ani na sekundę.
-O to, że gapisz się na tyłki innych dziewczyn!.-Starałam się to powiedzieć tak aby nikt inny nie usłyszał.
-Bo jestem facetem, to normalne.-Wyśmiał mnie.
-Jeśli jesteś facetem.-wyrwałam się z uścisku jego dłoni.-To znajdź sobie inną laskę.-Odwróciłam się na pięcie i zaczęłam iść w innym kierunku.
-Nie zrobisz tego.
-Z kąt wiesz, że nie zrobię?
-Jesteś zbyt słaba.-Popatrzyłm na niego, wlepiał swój wzrok w moją osobę. To prawda, za bardzo przywiązuję się do ludzi. A ten związek... jeśli to można nazwać związkiem, najzwyczajniej m nie męczy. Nie odpowiadałam tylko się na niego patrzyłam.
-I tak nie jesteś dla mnie wystarczająco dobra.
-Jeśli tak to dlaczego ze mną byłeś?!-Niebezpiecznie blisko do mnie podszedł.
-Bo mogłem patrzeć jak się staczasz.-Odpowiedział i ponownie mnie wyśmiał.-Spójrz na siebie! Ty myślisz, że moim marzeniem było związać się z pieprzoną anorektyczką?!-Napłynęły mi łzy do oczu.
-Robiłam...robiłam to dla ciebie.-Mówiłąm przez szloch.
-Chciałaś zagłodzić się dla mnie na śmierć?!-Zaczął się śmiać.-Szczerze mam w dupie co z tobą teraz będzie. Chiałem cię wykorzystać dla swojej przyjemności. Nie dałaś mi tego zego chciałem, kiedyś za to zapłacisz!-Już nic nie powiedział tylko odszedł. Zostawił mnie. Cała zapłakana usiadłam na ławce. Ludzie przechodzący obok mnie patrzyli się na mnie ze współczuciem. Pewnie słyszeli całą moją rozmowę. Nie wierzę, że Luke mógł mi coś takiego zrobić! Byliśmy razem od półtora roku, a on nagle mówi, że chciał zobaczyć jak cię staczam! Naprawdę, fantastyczna rozrywka! Gdy się trochę ogarnęłam postanowiłam wrócić do domu. Przed drzwiami wejściowymi przeczesałam włosy palcami i weszłam do środka. Słyszałam jak Louis szwęda się po kuchni aż po chwili usłyszałam jego głos.
-O Cassie ju...-Wyszedł z kuchni na korytarz. Nie dałam mu dokończyć tylko rzuciłam mu sie na szyję i ponownie zaczęłam płakać. Louis na początku nie za bardzo wiedział co zrobić ale bez zastanowienia przytulił mnie jak najmocniej mógł. Czułam się przy nim bezpiecznie, nie chciałam żeby mnie puszczał. Chłopak po chwili podniusł mnie na ręce jak niesię się pannę młodą. Zaniósł mnie po schodach do mojego pokoju i położył mnie na łóżku. Jednać wciąż trzymałam go za kark co zmusiło go do tego by położyc się razem ze mną.
*Louis*
-Złamałęm obietnicę.-Wyszeptałem do jej ucha. Dziewczyna lekko się uniosła i popatrzyła w moje oczy. Popatrzyła ma mnie pytająco-Zranił cię.- Widziałem ból w jej oczach.
-LouLou...-Zaczęła. Jeszcze nikt tak do mnie nie mówił. To było słodkie, uśmiechnąłem się lekko pod nosem.-Proszę nie mów tak...
-Ale mam poczucie winy...-Spóściłem głowę, nie potrafiłem teraz patrzeć się jej w oczy. Bolało mnie to, że to ona teraz cierpi.
-Najchętniej zabrałbym ten cały ból na siebie.-W odpowiedzi dziewczyna przytuliła się do mnie. Jednak jedno pytanie wciąż latało po mojej głowie. Co ona takiego zrobiła? Dlaczego ją zostawił?
-Louis...
-Tak?-Powiedziałem zachrypniętym głosem.
-Chcesz wiedzieć, prawda?-Co miałem odpowiedzieć? Każde złe słowo może wszystko zniszczyć.
-A chcesz powiedzieć?-Tym razem to ja się jej przyglądałem. Dziewczyna poprostu wstała z łóżka i wyszła z pokoju. Brawo Louis,wszystko spieprzyłeś! Na szczęście te myśli dały mi spokój gdy dziewczyna wróciła do pokoju. W dłoni trzymała dziennik. Niepewnie podeszła do łóżka i podała mi zeszyt po czym usiadła na materacu plecami do mnie. Otworzyłęm brązowy dziennik i zacząłem go przeglądać. "Dzień 1. Jogurt, chleb z masłem, woda. Do zrzucenia 3 kg.", "Dzień 5. Chleb zmasłem i 2 szklanki wody. Do zrzucenia 5 kg. 250 brzuszków."... i tak przez 2 miesiące. Liczba brzuszków coraz bardziej się zwiększała. Nie mogę w to uwierzyć. Ona jest anorektyczką.
-Robiłam to dla niego, chudłam dla niego.-Odwróciła głowę lekko w moja stronę.-Mówił, że nie jestem wystarczająco szczupła.
Popatrzyłem na nią i ujrzałem łzę spływającą po jej lewym policzku. Szybko się podniosłem i uklęknąłem na podłodze przd nią. Wytarłem jedyną łzę, palcami chwyciłem jej podbródek i uniosłem do góry by na mnie spojrzałem. Znowu ten chlerny ból w jej oczach. Nie wytrzymałem tego. Po chwili poczółem mokrą kropelkę na moim prawym poliku. Ja płaczę? Co ta dziewczyna ze mną robi? Sięgnęła dłonią do mojej twarzy i powtórzyła czynność po mnie.
-Nie będziesz płakać sama.-Uklęknęła przede mną i siedzieliśmy tak w bezruchu. Cassie złączyłą nasze dłonie razem. Splotłem nasze palce w koszyczek a ona patrzyła się na uścisk naszych rąk. Wyglądała pięknie w świetle zachodzącego słońca, które wkradało się przez okno. Patrzyłem na jej twarz z zaciekawieniem. Nie mogłem się potrzymać, musiałem. Musnąłęm delikatnie jej usta a ona oddała pocałunek. Louis co ty odpierdzielasz?! To twoja siostra! Trudno było mi przyznać, ale ten męczący głos w mojej głowie tym razem miał rację. Oderwałem się od niej chociarz to było trudne. Dziewczyna tego nie chciała bo wtopiła swoje szczópłe pace w moje włosy i przyciągnęła ponownie do siebie. Pocałowałem ją w kącik ust i odchuliłem się na kilka milimetrów.
-Przepraszam, ale nie mogę.-Powiedziałem z bólem w głosie. Starałem wyplątać jej palce z moich włosów ale to było tródne bo trochę je poplątała. Kiedy mi się udało wstając jeszcze pochyliłem się nad jej uchem.-Nie chce abyć cierpiała jeszcze przeze mnie.-Wstałem i wyszedłem z jej pokoju. Co tu się stało?
*Cassie*
Louis wyszedł z mojego pokoju gdy ja nadal siedziałam na ziemi. Nie mogłam uwierzyć w to co się stało kilka sekund temu. Kiedy patrzyłam na nasze dłonie wydawało mi się, że sa dobrane wyłącznie dla siebie. Czy ja zakochałam się w Lou? Wstałam z podłogi i położyłam się do łóżka. Kiedy prawie zasnęłam dostałam wiadomość. Myślałam, że to będzie Luke ale się myliłam. William? Dlaczego William? Nie zastanawiałam sie nad tym za długo tylko odłożyłam telefon i chciałam pójść spać gdy nagle...__________________________
Kom.=Motywacja
P.S Zostałą zmieniona bohaterka ;)
wtorek, 22 kwietnia 2014
Rozdział 2. "Obiecuję"
*Cassie*
-To jest Louis.-Chłopak podszedł do kanapy a ja natychmiastowo wstałam. Byłam od niego o wiele niższa, krótko mówiąc moja głowa sięgała mu do ramienia. Louis wysciągnął w moją stronę rękę po czym odrazu ją uścisnęłam swoją malutką dłonią. Poszułam jego mocny uścisk na mojej ręce i nie zważając na nic wciąż wpatrywałam się w jego niebieskie oczy.
-Louis.-Powiedział przerywając ciszę.
-Cassie.-Odpowiedziałam z niepewnością wyczuwalną na kilometr. Poczułam jak jego dłoń piszcza moją i natychmiastowo popatrzyłam na nasze ręce oddzielające się od siebie.-Oj zapomniałam muszę lecieć do pracy.-Jeszcze chwilę i bym się kompletnie spóźniła, szef pewnie by mnie wyrzucił bo nie raz mi się to zdarzało.
-O świetnie!-Powiedziała entuzjastycznie mama.-Pracujesz w starbucks więc nie będzie problemu jeśli weźniesz Louis'a. Prawda?
-Ok może iść.-Odrazu wlepiłam wzrok w drewnianą podłogę. Nie miałam ochoty poznawać mojego nowego brata w pracy. A poza tym pewnie spotkam wiele dziewczyn, które będą pożerać go wrokiem. Nie dziwiłabym im się bo Lou jest na prawdę przystojny. O czym ty mówisz?! To twój brat! Ach, ten uporczywy głos w mojej głowie nie daje mi spokoju! Mama poszła do kuchni a tata. Czy mogę go tak nazywać? Czy powinnam? Facet, który nas zostawił nie jest już moim ojcem. Więc tak, tata pojechał na zakupy bo dzisiaj robi grila, żeby jakoś przywitać nowego członka rodziny.
-Poczekaj tutaj na mnie a ja jeszcze pójdę do pokoju.- Oznajmiłam.
-Ok.-Odpowiedział krótko i poszedł założyć buty. Szybko pobiegłam do mojego pokoju i odłożyłam torbę, która jeszcze przed chwilą spoczywała na moim ramieniu. Zabrałam okulary przeciwsłoneczne, dzisiaj był wyjątkowo ciepły dzień więc szybko się przbrałam. Zobiłam jeszcze lekki makijaż i użyłam mojego ulubionego błyszkyka. Zbiegłam na dół potykając się o poszczególne stopnie. Wiedziałam, że na bank się spóźnię. Nie miałam jeszcze prawa jazdy więc zwykle chodziłam na piechotę.
-Cholera.-Przeklnęłam pod nosem gdy spojrzałam na zegarek, było o wiele za późno. Nie chciałam żeby Louis usłyszał, że przeklinam bo szczerze sama tego nie lubiłam.
-Taka dziewczyna jak ty nie powinna chyba przeklinać, co?-Kierował to zdanie w moją stronę.
-Czasem chyba może.-Odpowiedziałam z głupim uśmiechem.- Nie wiem czy to ma sens żebym wogóle szłą do pracy.-Dopwiedziałam zakładając moje już lekko zniszczone buty. Ustaliłam z rodzicami, że muszę mieć pracę ponieważ uczą mnie samodzielności i muszę sama na siebie zarabiać.
-Dlaczego?
-Bo na piechotę nie dojde tam nawet jeszcze na sensowną godzinę.
-Nie masz prawka?-Zaczął się śmiać pod nosem.
-A ty masz?-Dopytywałam.
-Oczywiśce, Cassie ja mam 20 lat.-Parsknął śmiechem.
-Jeśli obiecasz, że po drodze mnie nie zabijesz to możemy jechać.-Gdy zaczynam się śmiać nie umiem już przestać, właśnie teraz tak było.
-Obiecuję.-Powidział już bardziej spokojnie. Zabrałam kluczyki od samochodu i dałam je chłopakowi.
-Pa mamo!-Krzyknęłam pośpiesznie. Wyszliśmy z domu i wsiadliśmy do auta. Bardzo dobrze się dogadywałam z Louis'em. Chociaż znamy się od 30 minut, myślałam, że będzie gorzej.
*Louis*
Gdy dojechaliśmy na miejsce zaparkowałem przy chodniku i wyszliśmy z samochodu.
-Dziękuję ci.-Powiedziała dziewczyna a ja odpowiedziałem jej uśmiechem. Cassie pobiegła do budynku kawiarni a ja powolnie szedłem tą samą drogą do małej kawiarni. Wchodząc usłyszałem dwoneczek przypięty do sufitu przy drzwiach. Idąc w stronę kasy czułem na sobie wzrok wielu dziewczyn. Nie zwracałem na to uwagi bo od zawsze miałem powodzenie u kobiet więc w spokoju szedłem do wyznaczonego wcześniej miejsca. Na szczęście obsługiwał mnie facet, po zamówieniiu kawy usiadłem do dwuosobowego stolika i czekałem na mój napój.
*Cassie*
-Na pawdę to się nie powtórzy.-Mówiłam speszona do mojego szefa. Staliśmy na zaplęczu więc nikt nas nie słyszał. Niestety dwi od tylnej strony lokalu były uchylone więc można było zobaczyć jak mi się dostaje.
-Jeśli jeszcze raz się spóźnisz wyrzucę cię!-Odpowiedział mi szorsko szef.-Przez to dzisiaj zostajesz dłużej w robocie.-Skończył swoje kazanie i odszedł.On sobie chyba jaja robi! Nie zostane tutaj dłużej bo on ma taki kaprys! Czyste chamstwo. Nick zawołał mnie abym rozniosła zamówienia. Zielony fartuszek owinełam sobie wokół tali. Wyszłam z zaplecza i zabrałam tacę z różnymi napojami.
-Oto pana zamówienie, zapraszam ponownie.- Nawet nie spoglądałm na twarz klijentowi. Już miałam odchodzić kiedy usłyszałam jego głos.
-Na pewno.-Odwróciłam się i zobaczyłam jego zrozweseloną twarz. Louis. Dzięki temu,że to było ostatnie zamówienie mogłam wziąść tacę pod ramię i wrócić na chwilę do jego stolika.
-Napijesz się ze mną?- Zapytał.-Przerwę mam dopiero za 25 minut.
-Nienawidzisz tej pracy prawda?-Było to bardziej oznajmienie niż pytanie.
-I musze dzisiaj zostać dłużej.-Odpowiedziałm rozzłoszczona.
-Oj tam nie narzekaj.-Mrugnął do mnie. Przyznam, to było miłe. Poczułam jak czerwień wkrada się na moje policzki. Rumieńce próbowałam zakryć włosami ale zapomniałam, że miałam warkocza.
-Ładnie się rumienisz.-Próbował mnnie do sieie coraz bardziej przekanać. Pod kątem brat siostra oczywiście, mój mózg wytwarzał dziwne myśli związane z Lou, naszczęście udało mi się ogarnąć. Przeprosiałam go na chwilę i powiedziałam, żeby poczekał do mojej przerwy.
*30 min. później. Cassie*
Siedziałam już z Louisem i popijałam kawę. Dopiero teraz zauważyłam, że moje przemyślenia z domu się potwierdziły, dziewczyny wlepiały w niego wzrok takjagby chciałyby go tu i teraz. Kiedy Louispopatrzył na jedną z wielu klijentek wiedziałam, że jego wzrok nie był taki jaki ona sobie wyobraziła. Popatrzył na nia morderczo a dziewczyna natychmiastowo odwróciła wzrok.
*Louis*
-Będę się zbierał ale przyjde po ciebie kiedy skończysz, narazie.
-Pa pa.-Wyszedłem z kawiarni postanowiłem poznać okolicę. Nie liczyłem na dużo atrakcji bo mieszkają w małym mieście. Poszedłem do parku i z tamtąd chciałem zacząć moją wycieczkę.
*19:55. Cassie*
Posprzątałam wszystkie stoliki i sposzłam na zaplecze, żeby wreszcie zdjąć z siebie fartuszek kelnerki. Usłyszałam jak ktoś wchodzi do kawiarni. Ktojeszcze przychodzi tak późno?
-Przepraszzam ale już zamykamy!-Krzyknęłam z drugiego końca lokalu.
-Czyli jednak nie wyszłaś wcześniej.-Usłyszałam głos mojego pracodawcy. Wyszłam z zaplecza i przytaknęłam.
-Jak jeszcze tu jesteś...-Po chwili zamknął drzwi wejściowe na klucz. Boję się.-Może troszeczke pogadamy?
-Myślę, że nie mamy o czym.-Odpowiedziałam i już miałam brać moją torebkę kiedy facet po czterdziestce zaczął się do mnie zbliżać.
-Wiesz możesz mi się odpłacić za spóźnienia.-Przejechał swoją obleśną dłonią po długości mojej całej ręki. Odsunęłam się dwa kroki do tyłu.
-Na prawdę muszę już iść.
-No to rodzicę muszą na ciebie trochę poczekać.-Po tych słowach złapał mnie za rękę i przybliżył mnie do swojego tłustego ciała. Zaczęłam mu się wyrywać a on wykorzystał to i przycisnął mnie całą siłą do ściany przy kasach. Poruszał ręką po całym moim ciele a drugą przytrzymywał moją głowę.
-Pomocy!Prosze!Pomocy!-Krzyczałam jak najgłośniej mogłam.
-Tutaj nikt cię nie usłyszy.-Zdjął ze mnie moje szorty, a dłoń włożył pod moją koszulkę. Wyrywałam mu się, krzyczałam i błagałam, żeby mnie zostawił. Podniósł mnie i chciał położyć na stoliku, ale przez moje szybkie ruchy spadłam na podłogę. Myślałam, że to będzie moja jedyna szansa ucieczki. Niestety mężczyzna złapał mnie za nogi i pociągnął w swoją stronę. Uciadł nade mną i zaczął dotykac moje zdrętwiałę ciało. Nie mogłam przestać płakać, wiedziałam jak to się skończy.
*Louis*
Byłem już pod kawiarnią w, której pracowała Cassie. Próbowałem otworzyć drzwi ale ani drgnęły. Światła były porozpalane więc napewno tam była. Obszedłem cały lokal ale nie mogłem znaleźć innego wejścia. Próbowałem się do niej dodzwonić ale nie odbierała. W końcu miałem tego dosyć i zacząłem uderzać pięściami w dzrzwi.
-Cassie?!Słyszysz mnie?!Halo, Cassie?!-Krzyczałem do niej przez drzwi. Bałęm się, że coś się jej dzieje.
*Cassie*
Kiedy mężczyzna chciał zdjąć swoja koszujkę usłyszałam krzyki dochodzące zza drzwi. To był Louis. Może mam jeszcze sanse aby z ta wyjść?
-Louis!?Prosze pomóż mi!P...proszę!Lou!-Krzyczałam przez głośny szloch. Szef chciał zakryć mi usta ale ugryzłąm go w dłoń po czym się odsunął i dał mi możliwość kopnięcia do z kolanka w krocze. Chciałam podbiec do szklanych drzwi ale Louis by ode mnie szybszy i wybił szybę cegłą po czym włożył ręgę w dziurę, którą sam zrobił i przekręcił kluczyk będący nadal w drzwiach. Wparował do pomieszczenia i szybko schował mnie za swoimi plecami. Sam ruszył w stronę faceta leżącego na ziemi. Usiadł na nim i zadawał udeżenia w stronę jego twarzy. Szybko wróciłam na zaplecze by zabrać torebkę i założyć moje szorty. Wróciłam do Louis'a i starałam sie go podnieść z faceta.
-Louis,zostaw go!Jedźmy z tąd!-Nie zareagował.-Proszę!-I znów poczułam jak mój obraz robi się niewyraźny. Łzy. Chłopak powędrował wzrokiem w moją stronę. Przyglądał mi się z bólem i wstał z mężczyzny zadająć mu wcześniej ostatni cios w nos. Uniusł się z odłogi a jego ręka owinęła moją talię i przeciągneła bliżej torsu chłopaka. Wybiegliśmy z lokalu i wsiadliśmy do samochodu mojej mamy. Louis położył mnie na tylnich siedzeniach ponieważ byłam cała poobijana. Posłałam mu wdzięczny uśmiech i sięgnęłam do mojej torebki po telefon. Dostałam SMS'a od mamy. To dobrze, nie będę musiała sie im tłumaczyć. Odłożyłam telefon i zobaczyłam lekko zamglonym wzrokiem Louis'a wsiadającego na miejsce kierowcy.-Dziękuję.-Powiedziałam z lekkim uśmiechem.
-Nie ma sprawy siostrzyczko.-Uśmiechnęłam się pod nocem kiedy to usłyszałam a sekundę później błąkałam się w moim własnym śnie.
*Louis*
Wszedłem do domu z Cassie na rękach i bez problemu zaniosłem ją do jej pokoju. Kładąc ja na łóżku chciałem już wyjść ale usłyszałem ciche słowa dziewczyny.
-Śpi dziś ze mną.-Powiedziała uchylając delikatnie powieki.-Proszę.-Gdy powiedziała "Proszę" przd oczami miałem jeszcze scenę z kawiarni, bez zastanowienia położyłem się obok niej i otuliłem nasze ciała kołdrą. Zawachałem się gdy chciałem ją przytulić, lecz kiedy zobaczyłem słabe przytaknięcie dziewczyny objąłem ją ramieniem. Usłyszałem ciche jęknięcie wydobywające sie z jej ust spowodowane dotknięciem jeszcze bolących siniaków.
-Przpraszam.-Szepnąłem i tym razem przytuliłem ją bardziej delikatnie. Nikomu już nie pozwolę jej skrzywdzić.
_______________
Kom.-Motywacja :*
wtorek, 15 kwietnia 2014
Rozdział 1 "To jest Louis"
Dom dziecka. Godz. 14:25
*Mama Cassie*
Wreście dojechaliśmy na miejsce. John otworzył mi drzwi i weszliśmy do ogromnego budynku.
-Przepraszam...-Zaczepiłam jakąś panią na korytarzu.-Gdzie jest gabinet pani Ellis Jonson?
-Korytarzem prosto i pierwsze drzwi po prawej.-Odpowiedziała z wymuszonym uśmiechem.
-Dziękuję.-Odpowiedziałam nieco mniej entuzjastycznie.Razem z John'em szliśmy w pokazanym nam kierunku, aż zobaczyluśmy drzwi z napisem "Mr.Ellis Jonson". Ostatni raz popatrzyłam się na małżonka, po jego oczach wiedziałam, że jest pewny podjętej dycyzji. Zapukałam do drzwi i zaraz zobaczyłam w nich kobietę po około 50-dzesiątce.
***
-Zaraz przyprowadzę do was chłopca...-Powiedziała właścicielka ośrodka. Nigdy nie lubiłam takich miejsc ponieważ dzieci, przetrzymywane były tu niczym zwierzęta. Przydzielony pokój, codzienny posiłek, i sen. Kto chciałby tak żyć?
-Megg?-Wyrwał mnie z zamyśleń głos John'a.
-To jest Louis.-Dokończyłą za niego pani Ellis.
-Dzień dobry jestem Louis.-Chłopak odpowiedział oschle podając mi ręke.
-Cześć, jestem Megg a to mój mąż John.-Pokazałam na mężczyznę stojącego za mną, który po chwili podał ręke brunetowi.
-Miło mi.
-Dobrze więc mogą państwo zabieraż chłopaka do domu.-Oznajmiła kobieta i uśmiechnęła się jakby miała z nim problemy i cieszyła się,że wreście się go pozbywa. Louis zaczął iść w naszą stronę, dopiero teraz zauważyłam, że trzyma w swojej wielkiej dłoni torbę. Kiedy wyszliśmy z gabinetu i weszliśmy na parking szukając naszego auta dokładniej przyjrzałam się naszmu "synowi". Miał wiele tatuaży na ręce, dzięki białej prześwitującej koszulce mogłam też dostrzec tatuaż na jego klatce piersiowej. Weszliśmy do auta i jechaliśmy drogą powrotną do domu.Co chwilę ja albo mój partner zagadywaliśmy chłopaka co jakiś czas, po czym zauważyłam, że nie jest zbyt chętny by odpowiadać po prostu dałam mu spokój.
*Louis*
Jechałem samochodem z ludźmi, których ani trochę nie znam. Po wyglądzie mogą być naprawdę mili ale zobaczymy czy ze mną wytrzymają. Nie raz oddawwano mnie z powrotem do domu dziecka. Mogę sobie obiecać, że nigdy nie nazwę ich ani innych ludzi próbujących mnie do siebie przekonać, mamą i tatą. Po prostu nie jest to dla mnie normalne. W trakcjie drogi byłem bardzo zmęczony ale nie chciałem usnąć bo nie wiem co mogą zrobić. Nikomu nie powinno się ufać. I tego się trzymam. Po około 30 min. dojechaliśmy na podwórze wielkiego ceglanego domu na skraju miasta. Zwinnie wyjąłem moja nie dużą torbę z bagażnika i nawet się nie obejrzałem kiedy staliśmy już pod drzwiami mojego "nowego domu". Po wejściu do środka zdjąłęm moje stare i troche zniszczone convers'y.Rozejrzałem się szybko po salonie i zobaczyłęm schody prowadzące na górę.
-Zaprowadzę cię do twojego pokoju.-Oznajmił John.
-Ok.-Posszedłem za mężczyzną po schodach i zaraz potem znalazłem się w swoim "nowym pokoju". Zrobiony był on typowo dla chłopaka w pomarańczowo-szarym kolorze.
-Jak się rozpakujesz zejdź na dół, ziemy kolację i kogoś poznasz.-Powiedział i wyszedł. Rozpakowanie zajeło mi około 10 min. nie mam dużo rzeczy. Położyłem się na lóżku i myślałem kogo mam poznać. Oczywiście mówiono mi, że mam mieć przyszywane rodzeństwo bo mają już dziecko tylko, że nie wiem czy jest to dziewczyna czy chłopak, jest wysoka czy niska, blondynka...a może brunetka. Krótko mówiąc nic o niej nie widziałem. Moje rozmyślenia perwał narastający głód. Oczywiście nie mogę zjeść z nimi kolacji więc im się szypciej wyrwę, tym lepiej.
*Cassie*
Właśnie wracałam ze szkoły. Przetrzymali nas dłużej ale nie robiło mi to większego znaczenia bo usnęłam na ostatniej lekcji. Pożegnałam się z przyjaciółmi i kierowałam się w stronę domu. Wyjęłam z torebki klucze i przegręciłam zamek w drzwiach otwierając je. Przy zdejmowaniu butów przypomniało mi się, że dzisiaj mam poznam mojego "braciszka" jest ode mnie 3 lata starszy i nie będę nikomu obiecywać, że obdarzę go jaką kolwiek sympatią. Gdy weszłam do dużego salonu i zobaczyłam rodziców siedzących na kanapie.
-Podejdź,kochanie.-Powiedziałam mama.
-Ok...-Odpowiedziałam nawet nie wiem dlaczego trochę zaniepokojona. Usiadłam obok rodziów i wyczekiwałam wyjaśnień. Przestraszyłam się gdy udłyszałam jak ktoś schodzi po schodach. Od razu odwróciłam się w stronę dobiegającego odgłosu skrzypiących schodów. Wysoki, szczupły brunet z niebieskimi jak morzee tęczówkami.
-Cassie...-Zaczęła mama.
-To jest Louis.-Dokończyłą za nią tata. Czy to mój nowy "brat"?
______________
Pierwszy rozdział! Zachęcam do komentowania ;*
niedziela, 13 kwietnia 2014
Prolog
Wszyscy myślą ,że jestem przeciętną nastolatką . Cassie Huston .Na początku też tak myślałam ,ale moje życie zaczęło się diametralnie zmieniać .Moi rodzice kłócili się bez przerwy .Tata doprowadzał mamę do płaczu...aż doszło do rozwodu .Nie jest to takie proste jak po 17-latach życia twoja rodzina rozpada ci sie z dnia na dzień .
Tata ułożył sobie życie z nową kobietą i wyjechali z Londynu ...Tylko on chyba zapomniał ,że ja też tutaj jestem! I mnie to boli najbardziej...Mama znalazła sobie faceta,z którym bardzo sie polubiłam .Niestety John nie może mieć dzieci...i tutaj zaczyna się moja historia .W mojej rodzinie pojawi się ktoś ,kto może wszystko zepsuć , lub pomóc mi i mamie przejść przez to wszystko .I po prostu staniemy się rodziną .Ale czy Napewno?
____________
Jak obiecałam mamy prolog.Jak myślicie kto będzie nowym członkiem rodziny Cassie?
Bohaterowie
Cassie Huston 17 l.
"Potrafię kłamać,płakać,wpółczuć i uśmiechać się-lecz nie umiem kochać."
Louis Tomlinson 20 l.
"Istnieje tajemnica, o której nikt nic nie wie-a ja jestem jej częścią."
Hope McCartney 17 l.
"Jeśli chcesz mnie zrozumieć,musisz mnie stworzyć na nowo."
Harry Styles 20 l.
"Rodzina mnie nie chciała,ale wiem,że chce być kochany."
______________________
No i oto są bochaterowie nowego bloga o Louis'ie Tomlinson'ie "Heart Can Not Fool".Dzisiaj pojawi się równierz prolog samego opowiadania.Zapraszam!
Subskrybuj:
Posty (Atom)



.jpg)




