*Cassie*
Patrzyłam jeszcze chwilę na Louis'a, który bawił się swoimi palcami. Widziałam jego zdenerwowanie. Wstałam z łóżka, na którym przed chwilą jeszcze siedziałam i wyciągnęłam rękę ku Lou.
-Chodź ze mną.-Zachęciłam. On tylko podniósł głowę i spojrzał na mnie błękitem swoich oczu.-Poznasz babcię.-Uśmiechnęłam się do niego.
-Ale na początku musisz mi coś wyjaśnić.-Powiedział trochę poważne. Ja tylko przytaknęłam głową na "tak" a chłopak zza pleców wyjął notes. Mój notes.
-Louis?-Zapytałam niepewnie Skąd on go ma? Widział go już wcześniej ale przecież znowu go ukryłam.
-Nie przerywaj mi...-Powiedział.-Cytuję... Jeden doznać cudu, Dwa być w dwóch miejscach naraz, Trzy zrobić tatuaż, Cztery przeżyć coś pięknego.
Czułam się zawstydzona po tym co przeczytał.
-Cassie, co to jest?-Ponownie na mnie spojrzał.
-Moja lista.-Spuściłam głowę.
-Dlaczego planujesz ją tak szybko? Masz jeszcze całe życie.-Wstał i przybliżył się do mnie.
-Wątpię... Louis ja wiem, że umrę.
Popatrzył na mnie wzrokiem pełnym bólu i troski. Zaszkliły mi się oczy, a po poliku popłynęła samotna łza. Szybko ją wytarłam i odwróciłam się do niego tyłem. Starałam się nie przepuścić więcej łez. Poczułam przyjemny dotyki na moich ramionach. Jego dłonie zjechały po całej długości moich rąk, kiedy dotarł do moich dłoni splątał nasze palce razem i objął mnie w pasie.
-Louis obiecałeś...-Powiedziałam z przymkniętymi oczami.
-Chciałem cię pocieszyć.-Przerwał.-Przepraszam.
Wyplątałam się z jego uścisku i odwróciłam się twarzą do niego.
-Nic się nie stało, już wszystko dobrze.-Uśmiechnęłam się słabo.
*Louis*
Cassie wróciła do rodziców i babci. Usiadłem ponownie na łóżku i otworzyłem notes. Na okrągło czytałem jej cele życiowe, wreszcie wpadłem na doskonały pomysł. Wstałem i wyszedłem z pokoju. Szybko zbiegłem po starych drewnianych schodach potykając się o jeden ze stopni. Wszyscy zwrócili na mnie swój wzrok.
-Louis może usiądziesz?-Zaproponowała starsza kobieta.
-Bardzo chętnie ale spieszę się. Szybko pobiegłem do przedpokoju i zacząłem zakładać buty.
-Lou co ty wyprawiasz?-Usłyszałem Cassie za moimi plecami. Odwróciłem się.
-Cas boisz się igieł prawda?-Spytałem szybko.
-Tak..?-Odpowiedziała zdezorientowana. Uśmiechnąłem się tylko w odpowiedzi.
-Poczekaj na mnie, niedługo wrócę.
***
Był już wieczór gdy wróciłem do domu. Nie zdejmując butów przebiegłem przez salon, początkowo upewniając się, że nikogo tam nie ma. Widziałem jak Cassie siedzi w ogrodzie i czyta książkę.
-Cześć.-Powiedziałem cicho. Dziewczyna odwróciła głowę w moją stronę.
-O wróciłeś.-Uśmiechnęła się do mnie.
-Musisz ze mną gdzieś pojechać.-Powiedziałem pewnie.
-Ale Lou za dziesięć ósma.-Mówiła patrząc na zegarek.
-No nie daj się prosić!
***
*Cassie*
Jechaliśmy przez ciemny las. Bałam się, co on wymyślił? Może chce mnie przeprosić? Nagle zobaczyłam wielki znak z napisem "Witajcie w Cholmes Chapel!" On zawiózł mnie na koniec miasta?!
-Louis, co tu się dzieje?-Zapytałam zaniepokojona.
On tylko wyszedł ze samochodu i obiegł go by otworzyć mi drzwi. Wysiadłam z pojazdu i popatrzyłam na niego pytająco.
-Chodź.-Mówiąc to złapał mnie za rękę i prowadził przed siebie.-Jedną nogą stań tu.-Wskazał mi miejsce na ulicy.-A drugą tu.-Zrobiłam jak mi kazał.-A teraz się odwróć.
Odwróciłam się. Zobaczyłam tam tylko napis witający.
-Co ty kombinujesz?
-Teraz stoisz jedną nogą w Choles Chaple, a drugą w innym mieście.-Uśmiechnął się ciepło.-Punkt drugi "Być w dwóch miejscach na raz"
Zaczęłam się śmiać. Miał racje, dzięki niemu spełniłam jeden z moich celów. Podbiegłam do niego i rzuciłam mu się na szyję. Obrócił nas wokół własnej osi i zaczęliśmy się śmiać razem. Chłopak ponownie zaprowadził mnie do samochodu.
-Mówiłaś mi, że boisz się igieł.-Oznajmił.
-Tak?-Uśmiechnęłam się pytająco. Nagle Lou wyjął z kieszeni kilka tatuaży na wodę.
-Więc musimy tak sobie poradzić.-Uśmiechnął się do mnie.-Którego wybierasz?
Przyglądałam się chwilę kolorowym wzorom. Po dłuższym zastanowieniu wreszcie wybrałam.
-Jaskółki.-Wskazałam na obrazek z trzema jaskółkami.
-W, którym miejscu?-Spytał się. Myślałam gdzie mogę umiejscowić mój "tatuaż". Odkryłam dolną część mojego ramienia.
-Tutaj.-Wskazałam miejsce. Chłopak już nic nie odpowiedział tylko przyłożył papierek z obrazkiem do mojej skóry. Z pod siedzenia wyjął butelkę wody i oblał miejsce z robiącym się tatuażem. Poczułam zimną ciecz spływającą po moim ramieniu. Louis jeszcze chwilę przytrzymał papierek gdy po chwili odczepił go od mojej skóry.
-Śliczny.-Skomentowałam.
Lou przybliżył się ponownie do mojego ciała i lekko podmuchał na mokre miejsce. Na ciele poczułam ciarki.
-Punkt trzeci 'Zrobić tatuaż".-Powiedział.
-Sam na to wpadłeś?-Spytałam z niedowierzaniem.
-A wątpisz w to?-Spytał.
-Oczywiście, że nie.-Odpowiedziałam szybko.
-To dobrze.-Mówił z uśmiechem.-Wróćmy do domu.
***
*Louis*
Cassie usnęła w połowie drogi. Zmuszony byłem zanieść ją do domu. Obszedłem auto i udało mi się wyjąć dziewczynę z miejsca pasażera. Otworzyłem drzwi zapasowymi kluczami Cas i wszedłem do domu. Wszyscy już spali. Po cichu wszedłem na górę i wszedłem do naszego pokoju. Musieliśmy dzielić pokój. Było jedno wielkie łóżko. Położyłem drobną dziewczynę na łóżku, zabrałem jedną poduszkę i koc. Na ziemi przygotowałem sobie wcześniej materac i położyłem się na nim.
***
Obudziłem się. Usłyszałem, że Cassie przekręca się co chwilę na skrzypiącym łóżku. Wstałem by sprawdzić czy nic jej nie jest. Była cała spocona, dotknąłem jej czoła, była rozpalona.
-Cassie.-Szepnąłem dotykając ją w ramie.
-Lou...
-Cssi...zaraz dostaniesz coś na gorączkę i będzie w porządku.
*Cassie*
Louis podał mi leki i siedział obok mojego leżącego ciała.
-Nie śpij na podłodze.-Powiedziałam cicho.
-Nie możemy spać razem...
-Dlaczego?-Byłam zdziwiona.
-Obiecałem ci coś.-Odpowiedział patrząc się w moje oczy.
-Ale to nie ma nic do tego, że jesteśmy rodzeństwem. To chyba nic złego.-Odpowiedziałam.
Jeszcze trochę kłóciłam się z nim ale wreszcie się zgodził. Podsunęłam się bliżej ściany, dając mu miejsce na położenie się. Objął mnie ramieniem a ja wtuliłam się w jego ciepły tors.
-A teraz idź już spać.
_____________________________________
Przepraszam, wiem że jest słaby ale piszę go w nocy :/